 |








 |
|
Wezwij sedziego, a bedziesz
nagrodzony - polemika
Nie po raz pierwszy Tadek Biernat zabiera na stronie związkowej głos
w sprawach sędziowskich. Zrobil to po raz kolejny tekstem "Wezwij
sedziego, a bedziesz nagrodzony". Postanowilem wtrącić swoje trzy
grosze, bo i ja nie pierwszy raz odczulem lekki niepokój wgłębiajac się
w potok jego słów przelanych na wirtualny papier.
Tadek najwyraźniej uważa sie w kwestiach sędziowskich za spory autorytet,
bo wypowiada sie w tonie dosyć apodyktycznym i często uzywa sformułowań
dosadnych. Z lekką obawą więc sprobuję coś niecoś dodać od siebie, choc
rozumiem, ze małe mam szanse na przekonanie kogoś, kto
"popiera się w swym zdaniu w całej rozciągłości".
Zacznijmy od sprawy tak banalnej, że w zasadzie nie powinno się o nie
nawet wspominać, ale widać trzeba. Otóż aby wydać jakikolwiek osąd
na temat wydarzeń przy stoliku i orzeczenia sędziego, trzeba najpierw
ustalić fakty. Jeśli idzie o fakty, to ja się ich z artykułów Tadka dowiedzieć
nie umiem.
Ja rozumiem, że dla kogoś kto ma już wyrobiony pogląd (do tego jeszcze
popierany przez siebie samego w całej rozciągłości) fakty mają znaczenie
niewielkie, ale jeśli w ogóle mamy dyskutować o orzecznictwie, to dobrze
by było poinformować czytelnika
a) czy turniej grano na maksy czy na IMPy
b) jakie były założenia
c) jak przebiegała licytacja
d) jakie były numerki pod iksami
e) jak NS wistowali
f) jak argumentował W swoją linię rozgrywki - bo jestem pewien, że
przy stole rozgrywający powiedział znacznie więcej niż "myśłałem,
że N ma asa pik" itd. itd. Ani jednej z tych rzeczy z artykułu Tadka
się nie dowiedziałem.
Podobnie było zresztą przy okazji artykułu "Sędzia kalosz",
który też napisany był w stylu "W coś tam wyjaśnił, nie wiem dokładnie
co, ale
wiadomo było, że wist oddany przez S jest debilny, więc sędzia podjął
kretyńską decyzję".
Kilka cytatów z tamtego tekstu:
"Zastrzeżenia idiotyczne ale za to duża siła głosu i bardzo nieszczęśliwa
mina" (ale jak argumentował S tego już się nie dowiedzieliśmy, wiemy
tylko, że zastrzeżenia były "idiotyczne")
"Bo kol. Dulczewski nie powiedział "dokładnie" co znaczy
licytacja 2 kier,
bo kol. Dulczewski może coś nie usłyszał, bo przeciwnik mogł tam coś nam
wyjaśnić a najlepiej pokazać nam karty ?? itd. itd., seria idiotycznych
zastrzeżeń do zawodników na WE." - co naprawdę powiedział
kolega Dulczewski tego też się nie dowiedzieliśmy, zresztą jest to bez
znaczenia, bo "Licytacja oczywista, dla klasowych graczy pytanie
o znaczenie licytacji by było chyba nietaktem."
W tamtym tekście kluczowa dla werdyktu kwestia "jak dokładnie wyjaśnił
przeciwnik znaczenie odzywki" nie została w ogóle poruszona. Teraz
ten sam los spotkał argumentację rozgrywającego. Jest to zresztą jeden
z lepszych chwytów polemicznych - przedstawić czyjeś argumenty w
taki sposób, żeby nikt nie miał wątpliwości, że jest to kompletny idiota.
Tylko, że ja w ten sposób o sędziowaniu dyskutować nie umiem. Proponuję
na
przyszłość więcej staranności i pokory w przedstawianiu faktów, bo
przedstawianie problemów sędziowskich w takiej formie nie wystawia autorowi
najlepszego świadectwa.
Jako małą wprawkę (poza konkursem) chciałbym zwrócić uwagę, że pytanie
"nad czym myślał N" jest dla orzeczenia bardzo ważna. "Nie
wiem nad czym myślał N i nie jest to istotne." - pisze Tadek z dużą
pewnością siebie, ale (co też jest tradycją jego tekstów) nie zniża się
do podania choćby jednego przepisu Prawa Brydżowego na poparcie swojej
zdumiewającej tezy. Gdyby natomiast pofatygował się tę małą zieloną książeczkę
otworzyć, to znalazłby tam §73F2, który mówi:
- gdy sędzia uzna, że niewinny gracz wyciągnął błędny wniosek z wprowadzającego
w błąd komentarza, zachowania, tempa lub też innego mylącego postępowania
przeciwnika, który nie miał bezspornego brydżowego powodu do takiego działania
i mógł zdawać sobie sprawę, że z takiego działania może odnieść korzyść
(patrz: przepis 12C), wówczas musi orzec wynik rozjemczy.
Otóż ja nie widzę żadnego, ale to żadnego brydżowego powodu, który kazałby
graczowi N wpaść w przydum czy dołożyć waleta czy dziewiątkę, bo argumentacja,
że N musiał przemyśleć sprawę czy zrobić w balona rozgrywającego, który
mając w ręku cztery blotki karo cofnie się i zaimpasuję singlową
już damę u partnera jest argumentacją
surrealistyczną. N może mieć ewentualnie problem czy mając np.: DWxx podbić
się figurą, ale po ujawnieniu się damy karo u S żaden rozgrywający nie
wpadnie, że N zastanawiał się z W9 sec. A skoro tak, to jedynym brydżowym
powodem namysłu jaki jestem sobie w stanie wyobrazić jest fakt, że zastanawiał
się który kolor zalawinthalować i dokładając blotki karowe od góry wskazywał
asa pik.
Nie wiem czy tak argumentował rozgrywający. Nie twierdzę też, że należy
zmienić wynik rozdania na 3BA swoje - zbyt wiele zależy tu od różnych
faktów istotnych dla sprawy, np. od tego czy turniej był na maksy czy
na
IMPy, bo włożenie króla pik będzie prawdopodobnie kosztować lewę wpadkową
więcej, co na maksy może mieć znaczenie.
Chętnie posłuchałbym też, co ma do powiedzenia sędzia. Jest bardzo możliwe,
że ja sam oddaliłbym protest jako bezzasadny, ale tekst Tadka jest napisany
tak niechlujnie i tendecyjnie, że wyrobić sobie zdania w sprawie
tego rozdania nie potrafię.
Konrad Ciborowski
[email protected]
|
|