Strona główna Strona główna
Wyniki
Liga
Kalendarz
Zarząd
Klasyfikacja
Teksty
Linki
Napisz do nas
Mecenasi brydza
   

Kurnikowe boje 2
czyli
błędy i wypaczenia

Zdarzenia opisane w poniższym felietonie miały miejsce dobry miesiąc temu. Felieton przeleżał jednak w formie niedokończonej na dysku dość długi okres. Związane to było ze straszliwym absmakiem, który powstał we mnie po ostatnim kotle, o czym na końcu tego felietonu. Wprawdzie absmak ten jest cokolwiek irracjonalny, gdyż jak pisałem wcześniej nie oczekiwałem po naszej drużynie żadnych rewelacji. Jednak człowiek w swojej naiwnej wierze zawsze liczy, że nastąpi cud. I rzeczywiście nastąpiło cudowne rozmnożenie naszych brydżowych umiejętności, tyle że à rebours.

Rozpocznijmy jednak od wieści z internetu.

W końcu nadszedł czas na brydża na kurniku. I tu muszę wrócić do obowiązującego na kurniku algorytmu. Jego absurdalność graniczy z... hmm, nie, ona jednak przekracza wszelkie granice. Partia brydża wygląda w sposób następujący: gra się 4 rozdania na tabelkę i para, która po tych rozdaniach zdobędzie więcej impów wygrywa całą grę. Problem tkwi w tym, że nie ma żadnego znaczenia czy wygra się z 1 czy z 45 impów – po prostu wygrana to wygrana. Doprowadza to do takiego nonsensu, że para przegrywająca po 3 rozdaniach liczy jaką ma stratę i strategię licytacyjną w ostatnim rozdaniu dopasowuje właśnie do taj straty, a nie do posiadanej karty. Czyli jest mniej więcej tak jak w hokeju; drużyna przegrywająca na ostatnie minuty wycofuje bramkarza i zupełnie nie chroniąc tyłów całymi siłami rzuca się do odrabiania strat. A oto przykład takiej strategii, choć w tym konkretnym przypadku z punktu widzenia prowadzących po trzech rozdaniach:

Obie po:

 
 
 
KQ106
7642
A5
AJ10

 
harriett 

 
 
 
754
J85
QJ106
Q86
W E     
 
 
J9832
Q1093
-
7542

S
 

 
 
 
A
AK
K987432
K93

Licytacja:

       W harriet E S
pass 1
pass 1 pass 2 NT
pass 3 NT pass 5
x xx pass...

Wyjaśnieniem tej co najmniej dziwnej licytacji jest sytuacja taktyczna jaka powstała na stole po trzech rozdaniach. Otóż przed ostatnim rozdaniem nasza przewaga wynosiła bezpieczne 14 impów co w połowie (większej ;) było zasługą mojego partnera, którego siła gry była tak mniej więcej 17,5 razy większa od średniej obowiązującej na kurniku (wiem, że brzmi to nieprawdopodobnie, ale tacy gracze też tu się pojawiają, ciekawe w jakim celu), a w połowie naszych przeciwników, których siła gry ani o gram nie odbiegała od tutejszej średniej, czyli była co najwyżej mizerna tj. z trudnością odróżniali asa od pika, a przymus kojarzył im się jedynie z fizjologią i koniecznością odwiedzenia ubikacji.

Stąd też moja kosmicznie pasywna licytacja i zapewne tym samym należy tłumaczył kontrę przeciwnika. Co do rekontry, to niewątpliwie była ona pewną niekonsekwencją, ale naprawdę nie mogłem już zdzierżyć, bo pasywność pasywnością ale ileż można.

Jak widać kolor atutowy dzieli się skrajnie niekorzystnie i na pierwszy rzut oka wyglądałoby, że wykazałem się iście rewolucyjną czujnością. Jednak mój partner postanowił udowodnić (po raz kolejny), że jest graczem przez duże “G” Swoją drogą mam podejrzenia, że był to których z zawodników pierwszoligowych, choć nie dociekałem kto zacz on konkretnie.

Pierwszy wist (odmienny – partner o to zapytał) 8C. A teraz rozgrywka, która ukazała, kompletnie nie znaną mi wcześniej, staranność rozgrywkową, a zarazem poważne traktowanie przeciwników (to drugie zupełnie nie wiem na jakiej podstawie)

Przejdźmy więc do tej perełki rozgrywkowej:

Ze stołu walet przejęty w ręce królem! (pierwsze zaskoczenie). Teraz zgranie AS i staranna 9D (drugie zaskoczenie, ale nieduże ;) , na to byłoby mnie stać). 9D nadbita damą i asem. Gdy E nie dołożył do atuta dopiero teraz pojąłem piękno przejęcia waleta królem. Teraz kier przebity w ręce i blotka trefl na impas damy. Ponowny skrót kierowy, odegranie AK pik, trefl do stołu, skrót pikiem, 8D na wpust i szczęka spadła mi na podłogę.

Tym oto sposobem, mimo, że na 31HCP nie zagraliśmy szlemika zdobyliśmy zgrabne 1400 i +11. Jak jednak wspomniałem na początku zupełnie nie rzutowało to na ostateczny wynik, bo wygraną praktycznie i tak mieliśmy zapewnioną po trzech rozdaniach.

Mając dość gry, która, była wypaczaniem brydża, fakt, że było to wypaczanie na bardzo wysokim poziomie, ale jednak pozostawało wypaczaniem, postanowiłem się zrelaksować. W tym celu nie trzeba było nawet wychodzić z gry. Wystarczyło zmienić stolik na bardziej zabawowy. Połączyłem swoje moce ze wspominanym już kiedyś zawodnikiem o nicku forsing, zwanym Rzeźnikiem z Nowej Huty. I tu dopiero działo się. Oj działo się. Jego gra to czyste science-fiction, przy którym Star Trek i Babylon 5 wyglądają jak Przygody Rozbójnika Rumcajsa.

Ruszajmy więc na podbój nowych światów. Na początek szalona rozgrywka w stylu Klingonów uszła jeszcze bezkarnie.

Obie po:

 
 
 
K1076
KJ65
10
QJ107

 forcing

 
 
 
AQ5
974
7642
964

W E     
 
 
J942
10832
Q3
K32

 

 
 
 
83
AQ
AKJ985
A85

Licytacja:

       W forsing E harriet
pass pass pass 1
pass 1 pass 2
pass 2 NT pass 4
pass...

Mimo braku trzech kierów zdecydowałem się na zadanie konwencji, będącej kwintesencją wujota – odwrotki. Po odpowiedzi 2NT – słaby na piątce (myślałem, że nawet Klingoni tak licytują) w obawie o piki zdecydowałem się na kontrakt kierowy na siedmiokarcie. Jak widać nawet ten kontrakt wygląda na całkiem rozsądny. W szczególności po wiście QD. Teraz wystarczy ściągnąć AQ kier i zacząć grać kara wyrzucając z ręki piki. Teraz jeśli jedna z dwóch kluczowych czarnych figur jest dobrze położona powinno się wygrać nawet przy podziale atutów 5-2. Forsing postanowił jednak nie przedłużać niepotrzebnie gry i czym prędzej sam złapał się za piki. Wskaźnik poziomu adrenaliny szybko zaczął mi rosnąć ale i równie szybko opadł, bo przeciwnik błyskawicznie zameldował się asem. Na moją sugestię “odrobinę” bezpieczniejszej linii rozgrywki usłyszałem, że przecież wziął 12 lew, podczas gdy ja proponowałem wzięcie jedynie 11.

To była jednak dopiero przygrywka. Prawdziwy wstrząs, gdzieś tak ponad 7 stopni w skali Richtera, czekał mnie dopiero za chwilę

Obie po:

 
 
 
A532
A
8
Q1096432

 forcing

 
 
 
-
KJ9642
KJ962
85
W E     
 
 
QJ976
Q75
A107
AK
 
 
 
K1084
1083
Q543
J7

Licytacja:

       W forsing E harriet
pass pass 1 pass
pass 3 pass 3 NT
pass...

Po prawdzie licytując 3NT wiedziałem, że jest ono cokolwiek ostre, ale nawet moja nieskrępowana kanonami wyobraźnia nie pozwoliła mi wyimaginować sobie, że partner na odzywkę 3C będzie miał to co miał. A tu proszę, partner o podejściu do brydża prostym, niczym trzonek od halabardy licytował zgodnie z wyuczonym schematem – odzywka skacząca w obronie jest odzywką BLOKUJĄCĄ. Grunt to trzymać się schematów, a że niekiedy jakiś niedorozwinięty partner wgoli z 6HCP 3NT – trudno są ludzie i ludziska.

W tym konkretnym rozdaniu padł wist kierowy i teraz w nadmiarze ambicji postanowiłem ukraść jeszcze jakąś lewę i zamiast ściągnąć swoje czubki, zagrałem trefelka. Niestety od tego momentu lewy brali już tylko przeciwnicy i zapisali po swojej stronie zgrabnego bałwanka, a mogło być jeszcze gorzej, bo po “wznówce” na trafieniu damy karo wychodził im szlemik w czerwone.

A teraz na koniec smutna konieczność poruszenia sprawy ostatniego kotła, w którym graliśmy. Sry, nie graliśmy, a uczestniczyliśmy. Tak więc w ostatni weekend nasza dzielna drużyna uczestniczyła w rozgrywkach małopolskiej III ligi w uroczej miejscowości Poręba. I na tym opis uroków tej ligi można zakończyć. Początkowo (tj. przed rozpoczęciem rozgrywek) miałem ambitne plany opisywania tych starć. I faktycznie po zagraniu pierwszego kotła podjąłem żałosne próby zmierzenia się z tym tematem. Niestety nic z tego nie wyszło. Okazało się, że moje lekkie pióro zupełnie nie nadaje się do tworzenia trenów, elegii tudzież nekrologów, a są to jedynie słuszne formy literackie, które właściwie oddawałyby grobowy poziom naszej gry. Nie chodzi nawet o ostateczny wynik (-8 z 6 meczów), który nie był jeszcze taki tragiczny. Niestety absolutnie nie można tego powiedzieć o stylu, w jakim został on osiągnięty. Jedynym usprawiedliwieniem mogłoby być to, że praktycznie wszystkie 120 rozdań w ciągu dwóch dni musieliśmy grać w czwórkę, bez możliwości dokonywania jakichkolwiek zmian.

Spuszczę zatem zasłonę milczenia na opis naszych osiągnięć, a raczej ich braku. Powody ku temu są dwa. Po pierwsze rozmiar felietonu nie pozwala na opis wszystkich, lub choćby tylko grubszych błędów, a nie chciałbym, by któryś z członków naszej drużyny poczuł się pokrzywdzony pominięciem opisu jego “dokonań”, a po drugie zwyczajnie nie chce mi się o tym gadać.

Już na sam koniec przesympatyczne rozdanie w wykonaniu czołówki III ligi, by pokazać jak licytują najlepsi. Przyszła wam taka oto ręka.

AKJ10 
 KQJxxx
 xx
x

Po otwarciu partnera 3NT (Gambling bez bocznego trzymania) zdecydowaliście się na odzywkę 4H (można dyskutować, czy jest to najlepsze rozwiązanie, jednakowoż takie właśnie przy stole padło) na co partner licytuje 5D. I co teraz? Zastanówcie się! (rozwiązanie w następnym felietonie, o ile takowy będzie)

Reginald Sukiennik (harriett)
[email protected]


[ wyniki ] [ liga ] [ kalendarz ] [ zarząd ] [ klasyfikacja ] [ teksty ]
[ linki ] [ mecenasi ] [ strona główna]