![]() |
![]() |
![]() | ||||||||||||||||||||||||||||||
![]() ![]() |
Cronixowe potyczki VI Geneza tego tekstu jest zupełnie inna niż wszystkich poprzednich. Jest on następstwem zdarzeń, które miały miejsce kilka tygodni temu i wywołały u mnie tak poważny wstręt do cronixa, że zrobiłem sobie miesiąc przerwy w celu otrząśnięcia się. Nie miałem wielkiej ochoty pisać o tym, jednak mój spokój wewnętrzny został zaburzony w tak wielkim stopniu, że odczułem nieprzepartą potrzebę podzielenia się moimi żalami z wami. Przypadek, który mi się przytrafił, choć sam w sobie oszustwem brydżowym nie był to jednak był przykładem zachowania absolutnie nieeleganckiego. Do opisu tego przypadku przejdę w późniejszej części tekstu. Na początek chciałbym podzielić się kilkoma obserwacjami. Opisane przykłady nie musząc być oszustwami brydżowymi mogą jednak rodzić podejrzenia innych graczy co do czystości gry przeciwnika. Najlepiej ilustruje je stara chińska opowieść. Otóż w pewnym mieście na tej samej ulicy naprzeciw siebie stały dwa klasztory – męski i żeński. Wprawdzie nie było w tym nic złego... ale mogło być. I dokładnie tak samo jest na cronixie. Przypadek nr 1 – dyskusja na privie Po to ta opcja istnieje, żeby z niej korzystać. Sam, trochę głupio się przyznać, korzystam z niej głównie, gdy już nie mogę zdzierżyć i muszę skomentować zagranie przeciwnika lub partnera, a znając swój niewyparzony język wiem, że by się obraził. Uważam jednak za niedopuszczalne rozmawianie z partnerem lub kibicem na privie podczas licytacji bądź rozgrywki (chyba że jest się dziadkiem). Zdaję sobie sprawę, że w 99% są to rozmowy o dupie Maryny. Lepiej jednak nawet od tego się powstrzymać, bo pomyślcie co się stanie jeśli zaraz po takiej rozmowie, rozmawiający wykona zagranie, na widok którego sam Mahmood Zia otworzyłby usta ze zdziwienia, a ręce składałyby się do oklasków. Co z tego, że sami wymyśliliście to zagranie, przeciwnicy i tak zdążą sobie pomyśleć swoje i zamiast uznania zostaniecie uznani za oszustów. Przypadek nr 2 – gadu gadu w info Spotkałem się z tym dwukrotnie. Podejrzewam, że podający tą informację nawet nie przypuszczają, że inni mogą to interpretować co najmniej dwuznacznie. Pamiętam, że kiedyś jeden z moich partnerów zobaczywszy numer gadu gadu w info jednego z przeciwników nazwał to marką bezpośrednią. Przypadek nr 3 – uzgadnianie konwencji podczas licytacji Temat ten był już poruszany, choć jedynie w kontekście, że takie działanie kompromituje uzgadniającego jako brydżystę. Wielu cronixowiczów uważa, że nie ma w tym niczego złego, przecież gra się dla przyjemności. Moim zdaniem jest dokładnie na odwrót. Mnie takie zachowanie właśnie odbiera przyjemność z gry, bo świadczy o braku znajomości podstawowych reguł obowiązujących w brydżu. O ile jeszcze na pytanie – jak odpowiadamy na Blackwooda – jestem w stanie przymknąć oko, to już na przykład pytanie – jak bronimy się po NT – w momencie gdy taka sytuacja nastąpiła uważam za całkowicie niedopuszczalne. Bo co z tego, iż partner odpowie, że już za późno na uzgodnienia. Szkoda jest już nieodwracalna. Wszyscy zdążyli odnotować, że obrońca ma kartę, z którą można spróbować bronić. Jeżdżąc trochę po turniejach po Polsce przestaję się jednak dziwić zachowaniu niektórych graczy na cronixie. W końcu ryba psuje się od głowy. Gdy słyszę bądź czytam o zachowaniu niektórych graczy z polskiej czołówki to nóż się w kieszeni otwiera. Ich jednak rozumiem, co nie znaczy, że aprobuję ich zachowanie. W końcu w takim Grand Prix Prokomu gra się o spore pieniądze, a że statystyczny Polak oszustwo wyssał z mlekiem matki, to i w oszukiwaniu przy kartach dostrzega raczej przejaw swojego sprytu niż coś nagannego. Co innego jednak gra na cronixie. Tu przecież celem gry jest rozrywka (co nie znaczy, że wysokość rankingu jest mi obojętna). Tu pieniędzy się nie wygrywa. Tu medali się nie zdobywa. A z reputacją brydżową jest jak z dziewictwem – raz stracona, stracona jest bezpowrotnie. Dlatego też mój apel do cronixowych drobnych kombinatorów. Jeśli chcecie się sprawdzić polecam turnieje Prokomu. Tam możecie zobaczyć jak robią to championi. Tam przekonacie się ile wam jeszcze brakuje do poziomu mistrzowskiego i jak daleka jeszcze droga przed wami. A jeśli tak bardzo zależy wam by znaleźć się w TOP 10 i dorównać rankingiem do poziomu 00Korby czy TRINITY to poproście raczej kolegę hackera, bo to droga i pewniejsza i mniej mozolna i nie pozbawia przyjemności z gry innych. A na koniec przypadek, będący praprzyczyną tego tekstu. Mimo że nie można tu zarzucić przeciwnikom jakiegokolwiek oszustwa to jednak świadczy on o ich całkowitym braku klasy. Zasiadłem do gry z JANUSZEM58 przeciwko rywalom, których nicki pominę, bo nie o to chodzi, żeby personalnie zrobić komuś koło pióra. W każdym bądź razie przeciwnicy byli całkiem orientujący się, przynajmniej jak na standardy cronixa i przez pierwsze kilkanaście rozdań gra toczyła się bez żadnych zgrzytów i nieporozumień. Zapis przechodził co chwila z jednej strony na drugą, ale nikt nie osiągnął jakiejś zdecydowanej przewagi. W jednym z rozdań przeciwnicy przewyższyli i zagrali 5S. W trakcie rozgrywki rozgrywający miskliknął (nie był to błąd wynikający z bezmyślności tylko zwykły misklik) i poprosił o cofnięcie, mimo że lewa obeszła już w koło. Obaj z partnerem bez problemu zgodziliśmy się na to (uczciwie przyznam, że wyrażając zgodę byłem pewien, że kontraktu i tak nie wygra, co nie znaczy, że w innym wypadku bym odmówił, bo co innego bezmyślność a co innego misklik) i faktycznie mimo cofnięcia lewy przegrał bez 1. Po prostu bezmyślność licytacyjna była już nie do naprawienia w rozgrywce. W końcu po godzinie gry przyszło takie oto rozdanie. Obie przed
Licytacja:
padł wist treflowy. Janusz zabił asem i na figury karowe i pikowe pozbył się pozostałych trefli i zadeklarował... 11 lew! Nie upłynęło więcej niż nanosekunda jak deklaracja rozgrywającego została zaakceptowana przez obu przeciwników. Czas reakcji zaiste godny Collina Jacksona. W tym momencie nie mogłem się powstrzymać od skomentowania co myślę o takim zachowaniu. Jeden z przeciwników, czując widocznie, że rzeczywiście stało się coś bardzo nieładnego przezornie milczał, wychodząc zapewne z założenia, że, trawestując powiedzenie Marka Twaina – czasami lepiej jest milczeć i sprawiać wrażenie oszusta, niż odezwać się o rozwiać wszelkie wątpliwości. Drugi z przeciwników (ten, który cofał wcześniej misklika) bąknął jakieś przepraszające sry. By jednak pokazać, że absolutnie nie czuje się winny opatrzył to komentarzem, jakoby pokładał on pełne zaufanie w grze rywali i jeśli przeciwnik coś deklaruje to on tego nawet nie sprawdza tylko automatycznie akceptuje. No proszę, czyż nie jest to piękny wzór do naśladowania. Taka wiara w uczciwość przeciwników to zaiste rzadkość w dzisiejszych czasach. Po tym jego komentarzu na poziomie dołu kloacznego czułem już bardzo poważny absmak. Postanowiliśmy jednak, że będziemy to coś (bo ciężko to już nazywać brydżem) kontynuować. Nie upłynął więcej niż kwadrans gdy przyszło rozdanie, które pozwoliło mi się upewnić, że moja ocena przeciwnika była jak najbardziej słuszna i prawdziwy brydżysta już nigdy z niego nie wyrośnie. Otóż, mając sporą liczbę oczek, po wątpliwej (z mojego subiektywnego punktu widzenia licytacji) osiągnęliśmy z partnerem niezbyt poprawną końcówkę 3NT – tylko jedno zatrzymanie w kolorze licytowanym przez przeciwnika, a 5D było praktycznie górne. Tak czy owak, kontrakt dawał się wygrać. Partner niestety nie trafił kluczowej palcówki (nie zaimpasował damy pod siebie :) i przeciwnik zaczął ściągać swojego longera. W tym momencie partner zadeklarował bez 3. Nie wiem, czy znowu był to misklik, czy złe policzenie oddanych lew, gdyż kontrakt był ewidentnie bez 4. Milczący przeciwnik odrzucił tą deklarację – w sumie zupełnie słusznie, bo nie ma najmniejszego powodu by ją akceptować. I w tym momencie przeciwnik rozmowny wygłosił kolejny komentarz, po którym straciłem do niego resztki szacunku (nie było tego wiele, ale jednak). Rzekł – chyba bez 4, ale znów zaakceptowałem J . To, że tak czy siak dawało to przeciwnikom +11, o tym nie wspomniał. Ale czyż nie rycerskie zachowanie? Mieć z góry bez 4, a zgodzić się wspaniałomyślnie na bez 3. No no, nie każdego byłoby stać na taki wielkoduszny gest. Dograliśmy jeszcze czwóreczkę do końca i daliśmy sobie spokój z grą. Nawet teraz, po miesiącu czuję jeszcze niesmak jak o tym piszę. Bo i cóż z tego, że znacząca większość gra uczciwie gdy właśnie takie przypadki najbardziej zapadają w pamięć :(.
|
|||||||||||||||||||||||||||||||
[ wyniki ] [ liga ] [ kalendarz ] [ zarząd ] [ klasyfikacja ] [ teksty ] [ linki ] [ mecenasi ] [ strona główna] | ![]() | |||||||||||||||||||||||||||||||