Strona główna Strona główna
Wyniki
Liga
Kalendarz
Zarząd
Klasyfikacja
Teksty
Linki
Napisz do nas
Mecenasi brydza
   

Cronixowe potyczki VII
czyli
niewczesne komentarze

W końcu, po miesięcznej karencji, przeprosiłem się z cronixem i wszedłem na ten mój ulubiony portal kierkowy. Rozglądnąłem się ciekawie, czy coś się zmieniło. Oprócz wielu nowych nicków większych zmian nie zauważyłem. Nawet to, że w info nie wyświetla się informacja o graczu nie zmieniło się od miesiąca. Najwyraźniej problem przerasta twórców portalu. Ma to jednak jedną niepodważalną zaletę. Teraz, nie wiedząc jak licytuje partner, szansa na osiągnięcie ciekawego kontraktu jest sporo większa. Oczywiście zarys systemu można ustalić z partnerem przed grą. Mówię zarys, bo cierpliwość przeciwników ma też swoje granice.

Tym razem przeciwnicy mieli wystarczająco dużo czasu, gdyż w trójkę oczekiwaliśmy na partnera dla mojej skromnej osoby. W międzyczasie pojawiło się dwóch chętnych do wspólnej gry (niestety nie jestem tak elastyczny systemowo jak scarlett i mimo że, zapewne były to “kumate” naturki, nie zdecydowałem się na podarowanie sobie odrobiny szaleństwa. Czas oczekiwania przeciwnicy skwapliwie wykorzystali na ustalanie konwencji, które planowali przeciw nam wykorzystać. Zaczęli od uzgodnień podstawowych – tzn. 5431 po NT, słaby splinter po otwarciach 1H/S i tym podobne elementarne ustalenia. Mimo że nie należę do strachliwych, trochę zaczęły mi łydki drżeć. Jacyż do rzeźnicy siedzą na przeciwnej linii? Trochę pocieszał mnie jasnoniebieski kolor ich gwiazdek, choć nie zawsze poziom gry jest ekwiwalentny do koloru gwiazdeczki... ale o tym za chwilę. W końcu pojawił się partner grający wujotem. Jak już wspominałem, nie jest to system, w którym czuję się mocno. Ale co tam. Nie będę dalej wybrzydzał. Partner również był niebieski, jednak jego błękit był cokolwiek głębszy. Z algorytmu wynikało, że żeby utrzymać rank, każde rozdanie trzeba będzie wygrywać średnio z 3 impów. A więc orły do boju.

Obie przed

    AKQ94
K109
KJ
K107

N

1063 J2
8742 W

E   

QJ63
Q106 A8543
QJ6 83

harriet

875
A5
972
A9542

Po licytacji

       W N E harriet
 
pass pass
pass 1 1 2
2 3 pass 4
4 NT pass 5 pass
6 pass...

Jak widać mój partner też znał cronixowy algorytm i moje negatywne 4S nie powstrzymało go przed osiągnięciem tegoż, nie bójmy się tego powiedzieć, cokolwiek naciąganego szlemika (oczywiście według cronixowych standardów spełnia on wszelkie wymogi poprawności ;). Po pierwszym wiście w 3C wyjaśniło się, że na spadające QJ sec w treflach raczej nie ma co liczyć. Dlatego partner popadł w przydum, a ja ten czas zużyłem na przygotowanie złośliwego komentarza, który planowałem wygłosić po zakończeniu rozdania i zapisaniu przez przeciwników cieszącej oko stóweczki, a może nawet dwu. Jakże to dobrze, że wrodzona kultura i dobre wychowanie nakazała mi powstrzymanie się z komentarzem do końca rozdania. Pozwala to uniknąć (co adresuję do niektórych znanych mi graczy w realu) żenującej sytuacji, gdy po rozdaniu trzeba odszczekać to co się powiedziało na dziadku lub jako obrońca w trakcie rozgrywki. To, że się niesłusznie opieprzyło się partnera to jeszcze najmniejszy problem – nie raz sobie na to w przeszłości zasłużył i na pewno nie raz da jeszcze dupy w przyszłości. To więc nie problem. Najgorsze jednak, że taki przedwczesny, a chybiony komentarz będzie stanowił skazę na waszym image eksperta. Lepiej więc poczekać do końca rozdania i wtedy znając wynik, kontrolkę i rozkład wszystkich kart wystąpić jako autorytet bezlitośnie obnażający całkowitą ignorancję i miałkość rozumowania partnera. Tak było i tym razem. Prawie tak. Cóż bowiem stało się dalej. Postawionego waleta partner przebił królem, ściągnął dwa razy atu, oba kiery, przebił ostatniego kiera w dziadku i zaimpasował kara waletem. Teraz przeciwnik, który zabił tą lewę asem, mógł bezproblemowo obłożyć kontrakt odchodząc w trefla lub karo i zerwać przymus. Dostał jednak szansę popełnienia błędu i skwapliwie ją wykorzystał. Odszedł w kiera. Teraz jego partner był już bezbronny. Zagranie ostatniego pika ustawiało go w nader sympatycznym przymusie.

Nie myślcie jednak, że lekkiej zjebki po rozdaniu nie było. Niestety wbrew wcześniejszym przymiarkom to ja byłem jej adresatem. Dowiedziałem się, że z moją kartą mam za mało na 2C i mam licytować 1NT. Na mój argument, że w realu, ze sprawdzonym partnerem, tak bym zalicytował, ale tutaj bałem się, że będzie myślał, że mam trzymanie karowe, nic nie odpowiedział. Pewnie pomyślał jednak sobie to co ja myślę w takich przypadkach – Boże, następny idiota wypełzł z jakiejś króliczej norki i będzie udawał, że wie o co w tej grze chodzi.

Lepiej więc nie będę go już prowokował i przystąpię do następnego rozdania.

Oni po

    5
AKQ84
7543
K87

N

QJ83 104
73 W

E   

10952
K10 QJ9862
Q10953 4

harriet

AK9762
J6
A
AJ62

Po licytacji

       W N E harriet
 
1
pass 2 pass 3
pass 3 pass 5
pass 6 pass...

Tym razem nie chcąc być posądzonym o brak wiary w rozgrywkę partnera postanowiłem pójść do przodu i dałem cieniutki inwit atutowy, po którym partner ze swoimi atutami dołożenie miał oczywiste. Widząc jedynie nasze karty szlemik wygląda całkiem rozsądnie - niestety oba starsze kolory nie dzielą się.

Po wiście w QD partner utrzymał się w stole i po dojrzałym namyśle zagrał w pika... a dokładnie blotkę pik! Ups – wyrwało mi się, wbrew wcześniejszym zapewnieniom o niekomentowaniu zagrań podczas rozgrywki. Trudno stało się – pomyślałem. W po wzięciu tej lewy (chciałbym widzieć wyraz jego twarzy) zagrał króla karo. Partner przebił go blotką atu, ściągnął waleta atu i przebił pika w ręce. Teraz ściągnął do końca atuty i zadeklarował 12 lew. Hmm tym razem wyszedłem na kompletnego ignoranta :(. Jak potem przeanalizowałem (przy drobnej pomocy komputera) było to jedyne zagranie, po którym obrońcy byli bezbronni jak dzieci we mgle. Po tym rozdaniu postanowiłem, że choćby to co gra partner wyglądało na kompletny idiotyzm będę siedział cicho jak mysz pod miotłą... przynajmniej do końca rozgrywki.

Niestety w następnym rozdaniu nie nadarzyła się okazja, gdyż to mnie przyszło rozgrywać.

My po

    94
AK82
KJ1074
86

N

K75 QJ1082
Q96 W

E   

A963
52 107
QJ1053 A2

harriet

A63
J543
Q8
K974

Po licytacji

       W N E harriet
 
1 1 1 NT
x pass pass pass

Przeciwnik po mojej lewej najwyraźniej wyprowadzony z równowagi niedawnymi szlemikami, zamiast zdecydować się na normalne 2S postanowił nas dopaść. Tym razem po wiście QC, która została zabita asem i odwrocie w trefla mój partner nie mógł powstrzymać się od komentarza w postaci głębokiego uśmieszku :)))))). By jego uśmieszek stał się jeszcze głębszy postanowiłem wycisnąć z rozdania co tylko się da i sprytnie dołożyłem 9C. I rzeczywiście udało się – przeciwnik odwrócił w czarne... a konkretnie w 7S :(. Walczyłem jednak do końca, przepuściłem dwa razy pika zabijając dopiero za trzecim razem. I zagrałem QD z nadzieją, że W ma coś na tę swoją kontrę. Niestety as był źle położony i przyszło polec. Co zrobić – niefart L . Miało być 580, a tu przeciwnicy zapisali 200. Pocieszałem się jedynie tym, że partnerowi też się nie udają komentarze podczas rozgrywki. Tak czy owak dobrze, że grałem to rozdanie przez internet. Gdyby to było na turnieju w Rotundzie to partner wydarłby się zapewne na całą salę, rzucił kartami, wstał od stolika, a gdybym był po drugim piwie, to mógłby nawet odmówić dalszej gry.

Domyślając się, że partner ma mnie już teraz za brydżowego imbecyla, pod pretekstem zbliżającego się obiadu zadeklarowałem, że następne rozdanie będzie moim ostatnim.

My po

    Q92
A
KQJ4
AK976

N

AKJ 107
10843 W

E   

QJ965
A87632 -
- QJ10853

harriet

86543
K72
1095
42

Po licytacji

       W N E harriet
2 pass
2 NT x 3 pass
 3 x 3
4 x

Po pojawieniu się trzeciej kontry wyglądało na to, że widełki w których mogę się poruszać są dosyć wąskie, tak gdzieś pomiędzy 790 a 800. Rozdanie to jest następnym przykładem na to, że system punktowania na cronixie narzuca dość absurdalne licytacje. W normalnej grze partner prawdopodobnie nie dałby trzeciej kontry, ale tutaj, jeśli przeciwnicy wygrają, strata i tak będzie bardzo wysoka, więc kontra może przynieść jedynie spory zysk lub minimalnie pogłębić stratę. Dobrze, że przy stole nie było srogiego obserwatora tradka, bo zapewne znów zakrzyknąłby – o tempora o mores – lub rzuciłby jakieś inne, obcojęzyczne przekleństwo. Na razie jednak musiałem podjąć jakąś decyzję. Ponieważ w rozgrywce już pokazałem na co mnie stać, tym razem zdecydowałem się bronić. Po wiście kierowym i wyłożeniu się dziadka mój partner znowu skomentował. Tym razem grymas był równie głęboki jak uprzednio uśmieszek. Nie przewidział jednak, że mam jakże wartościowego trzeciego króla atu, który umożliwił zgrabne obłożenie kontraktu za 500. Chociaż na koniec się nie wygłupiłem, co pozwoliło zachować resztki twarzy, więc by nie kusić dalej losu udałem się na obiad.

Podsumowując, w końcu trafiłem na kogoś znacznie lepszego od siebie, przynajmniej w grze, bo komentarze mieliśmy równie nietrafne. Tylko czy jeszcze kiedyś będzie chciał zagrać z harriett?


Reginald Sukiennik (harriett)
[email protected]


[ wyniki ] [ liga ] [ kalendarz ] [ zarząd ] [ klasyfikacja ] [ teksty ]
[ linki ] [ mecenasi ] [ strona główna]