Strona główna Strona główna
Wyniki
Liga
Kalendarz
Zarząd
Klasyfikacja
Teksty
Linki
Napisz do nas
Mecenasi brydza
   

Kurnikowe boje -
czyli
pierwsze kroki

Zgodnie z obietnicą od poniedziałku jestem stałym bywalcem kurnika. Jeśli chodzi o pierwsze wrażenie to jest ono nawet pozytywne. Mimo pewnych niedoróbek interface jest dość zgrabny i elegancki. W porównaniu do “nowego” onetowego cronixa to tak jakby porównać Wenus z Milo i Wenus z Willendorfu. Niby to Wenus i to Wenus, a jednak nawet nie wyćwiczone oko zauważy różnice. Nie byłbym jednak sobą, gdybym się nie doczepił co najmniej do kilku rzeczy. A to:

  • Serwer, mimo że bardzo stabilny - przez tydzień wywaliło mnie tylko raz - to jak już wywali to na całego. Praktycznie nie sposób wejść z powrotem
  • Zbyt długi okres oczekiwania na wywalonego gracza (7 min). Generalnie i tak tylko z rzadka taki gracz pojawia się na nowo, a czekać trzeba, bo inaczej jeśli wróci, to tobie zostanie zaliczona gra jako przegrana.
  • Brak oddzielnego okna dialogowego. Nie można na przykład jednocześnie rozmawiać i kontrolować bieżącego wyniku. Nie jest wprawdzie wielkim problemem częste przełączanie, ale jednak jest to pewna niedogodność.
  • Chcąc być na kilku grach jednocześnie (niekoniecznie grać) do każdej gry trzeba się oddzielnie logować.
  • Gdy jest się zalogowanym w kilku grach naraz i dostaje zaproszenie na stół, to bywa że nie wiadomo o którą grę chodzi. Mnie na szczęście to nie przeszkadza. Jestem elastyczny, gram w co popadnie ;).
  • Algorytm premiuje tylko zajęte miejsce, bez względu na osiągniętą w grze przewagę/stratę. Uważam, że wypacza to niektóre gry. Jeszcze kiedyś wrócę do tego tematu.

Tak więc wady są, bo dlaczego miało by ich nie być. Są też jednak zalety, których nawet moje krytyczne oko nie było w stanie nie dostrzec. A to:

  • Grając grę rankingową, system nie pozwala na ucieczkę. Można to oczywiście obejść, ale tak czy siak efektem jest automatyczne 4 miejsce i spadek ranku. Nie chroni nas to wprawdzie przed grajkami, którym rank wisi kalafiorem, ale jednak sympatyzuję z tym rozwiązaniem.
  • Bardzo pomysłowy system klasyfikowania grających. Oprócz tradycyjnego ranku, odzwierciedlającego przede wszystkim długofalowe osiągnięcia istnieje coś co nazywa się tam “drabinką”. Pokazuje ona, które obecnie miejsce w rankingu się zajmuje. Premiuje ona grę przeciwko silniejszym od siebie (stąd prośba twórców, by nie odmawiać stojącym w drabince niżej od ciebie – prośba prośbą, a już parę razy podziękowano mi, jako graczowi będącemu dopiero na dorobku), a zarazem premiuje częstą grę, gdyż by utrzymać pozycję w drabince trzeba grać systematycznie. Inaczej spadasz, spadasz, spadasz i po trzech dniach “niegrania” znowu jesteś na samym dole. Wydaje mi się, że sytuacja ta nie dotyczy tych, którzy wspięli się dostatecznie wysoko (pierwsza dwudziestka). Ale tylko wydaje mi się. W praktyce będą to dopiero musiał sprawdzić. Jak na razie moje najlepsze miejsce to 54 w kierkach (na następny dzień już 94).
  • Naprawdę duży wybór gier. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.
  • Całkiem przyzwoity poziom grających (nie dotyczy brydża - tam poziom jest taki jak na innych portalach, czyli depresja większa niż Morze Martwe)

Tyle ocen natury ogólnej. A teraz przejdźmy do gry. Z góry przepraszam zapalonych brydżystów, ale o brydżu kurnikowym będzie następnym razem, gdyż chcę zachować chronologię wydarzeń. Jak więc rzekłem, zniechęcony eksperymentami dokonanymi na cronixie, a godnymi doktora Mengele, i jednocześnie co tydzień zachęcany do przenosin przez gracza o niebezpiecznym nicku forsing vel tilaka pojawiłem się na kurniku. I to mimo gróźb, że oskubią mnie tam z piórek. Wprawdzie odgrażałem się, że jak zasiądę tam na grzędzie to ze strachu nawet koguty jajka będą znosić. Ale jak będzie w rzeczywistości to dopiero okaże się.

Na razie jak rzekłem, wszedłem i oniemiałem. Cóż za wybór gier i to nie tylko karcianych. Jednak właśnie na nich się skoncentrujmy. Pierwsza w oko wpadła mi gra mojej młodości. Ileż to dni spędziłem na ławce między śmietnikiem a trzepakiem namiętnie grając w pana. Wprawdzie o ile pamięć mnie nie zawodzi, nazywaliśmy tą grę odrobinę dosadniej, jednak była to cały czas ta sama gra. Jest również druga gra – ogór (nie wiedzieć czemu tutaj zwana ogórkiem), która ma tę wielką zaletę, że mając dostateczną ilość talii kart, można w nią grać w dowolną ilość osób.

Uznając jednak, że gry te są poniżej mojej godności, postanowiłem skoncentrować się na czymś ambitniejszym. Na początek 3-5-8. Gra, w którą w zeszłym roku namiętnie ciupałem na Wirtualnej Polsce. Jako że rozegrałem tam ponad 300 partii, co daje imponująca liczbę ponad 5 tys. rozdań miałem prawo uważać się za eksperta. Niestety nic z tego. Gra ta jest tutaj dokumentnie zarżnięta. Nigdy nie wymagała ona zbyt wielkiego wysiłku intelektualnego, jednak element taktyki w jakimś szczątkowym stopniu w niej występował. Tutaj taktyka została eksterminowana niczym Muzułmanie w Srebrenicy. Otóż zmieniono reguły gry i teraz nie mając do koloru trzeba przebijać atutem!!?? Jest nawet jeszcze gorzej, trzeci z graczy, nie mając do koloru ani wyższego atuta, musi się podbić!!!??? Tak więc gra stała się całkowicie losowa i gdy karta idzie, to grając w 3-5-8 nawet świnia z porucznikiem wygra. Gdy jednak pojawił się komunikat, że ktoś proponuje “szybko i do końca na stole nr 3” nie mogłem nie sprawdzić o co chodzi. Niestety chodziło o grę :(, a ta mimo że przebiegała szybko i do końca nie była przeżyciem wprawiającym w ekstazę.

Dlatego też szybko zrezygnowałem z planów zostania Bogiem w tej grze i przerzuciłem się na kierki. Tu było już dożo normalniej. Były to prawdziwe, uczciwe kierki, jak Bóg przykazał, a nie kretyństwo, które jest w Windowsach. W pracy nudząc się, gdybym miał do wyboru zagrać w windowsowskie kierki lub palnąć sobie w łeb, chyba bym wybrał to drugie. Tutaj gra się normalnie; bez lew, bez kierów itd. Zastosowano dość ciekawy pomysł. Zakładający stół może wybrać rozdaj gry, tzn grać tylko gry “wpadkowe” lub łącznie z 4 odgrywkami z kolorem atutowym lub z odgrywkami w atu i dodatkowo w grę nie wiedzieć czemu nazwaną loteryjką. Osobiście znam tę grę pod ładnie brzmiącą nazwą “wyścig pokoju”. Również i tutaj twórcy wprowadzili pewne zmiany. W tym jednak przypadku uważam, że działają one na korzyść gry.

  • w grach wpadkowych, gdzie kierami gra się na końcu zrzucenie kiera przez któregokolwiek z grających nie uwalnia koloru. Wistujący do końca nie może wistować w kolor kierowy mając inne maści.
  • w loteryjce nie rozpoczyna się od 7C lecz od dowolnej karty wybranej przez wistującego, co z jednej strony stawia go w uprzywilejowanej sytuacji, ale z drugiej strony pokazuje czy wie on do czego służy szara substancja, którą dźwiga w mózgoczaszce.

Gra ma również pewne, w moim mniemaniu, usterki. Drobne korekty spowodowałyby, że gra stałaby się bardziej dynamiczna, a przez to ciekawsza. Moje pomysły to:

  • wprowadzenie czterech rund rozbójnika zamiast jednej
  • umożliwienie “pętlenia” w rozbójnikach i grach odgrywkowych. W takim przypadku przy każdej pętli grającym powinien zwiększać się limit czasu do wykorzystania, gdyż gra z pętlami może toczyć się bardzo długo, a nie chodzi o to by stała się wyścigiem z czasem.
  • zmiana punktacji za zwycięstwo w loteryjce. Teraz jest to zrobione w taki sposób, że zwycięzca loteryjki, bez mała z automatu wygrywa całą grę, nawet jeśli wcześniej szło mu bardzo słabo. Może właśnie stąd nazwa loteryjka?

Tak czy siak gra jest umiarkowanie ciekawa i jest doskonałym przetarciem przed brydżem, gdyż wyrabia nawyk liczenia i to nie tylko figur ale i numerków. Niestety również w tej grze w wyniku niefartu połączonego z pewną niechlujnością w grze i niechęcią do liczenia spadających kart nie udało mi się jak dotąd zostać bogiem, a co najwyżej pomniejszym herosem albo i to nie.

Trzecią z gier, które przetestowałem jest planowanie. Gra cokolwiek losowa, ale nawet tu na dłuższą metę gracz dobry zatriumfuje nad leszczem. Stosowanie odpowiedniej strategii i zdrowego rozsądku powinno wam praktycznie w każdej grze pozwolić na zajęcie miejsca nie gorszego niż drugie. Do tej gry nie mam żadnych zastrzeżeń, oprócz tego, że zupełnie mi w nią nie idzie. Widocznie stosuję niewłaściwą strategią, a emocje w fazie planowania biorą u mnie górę nad zdrowym rozsądkiem. Tu chyba nawet herosem nigdy nie będę. Choć odwaga w fazie planowania predestynowałaby mnie do tej roli.

Jako że wszystkie ciekawsze gry zostały już zaliczone, wygląda na to, że następnym krokiem będzie zagranie w brydża, ale to już zapewne w przyszłym tygodniu. Nie myślcie jednak, że całkowicie odpuściłem sobie brydża.

Jak co środę udałem się na niewątpliwie najlepszy obecnie turniej w Krakowie – do Rotundy. Zważywszy, że lada dzień rozpoczynają się rozgrywki ligowe, tak więc jak co roku zawodnicy naszej drużyny odnotowują dramatyczny spadek formy. Było to widoczne również na tym turnieju. Ponieważ turniej prowadzony jest systemem “barometr” gra w środku stawki pozwoliła nam na spotkanie z przeciwnikami, od których zwykle dzieliło nas co najmniej kilka stolików. Było wśród nich sympatyczne małżeństwo w średnim wieku, grające systemem, który idealnie pasowałby do gry na portalach internetowych. System ten jest dla mnie całkowicie obcy, jednak o ile dobrze zrozumiałem jego główną ideę, to na początku obydwie ręce sprzedają w jakim przedziale siły się znajdują, a dopiero potem uzgadniają ewentualne fity, lub ich brak.

Na internecie, gdzie partner otwierającego mając fit z automatu licytuje końcówkę w ten kolor, a bez fitu - 3NT, możliwość zbilansowania rąk byłaby wydarzeniem iście przełomowym.

A tak to wygląda w praktyce

Obie po:

 
 
 
1082
Q105
J7543
A2

 
N  

 
 
 
J754
AKJ872
-
Q86
W E     
 
 
AK
6
AKQ1082
J954

harriett
 

 
 
 
Q963
943
96
K1073

Licytacja:

       W N E harriet
1 1 pass 1 NT2 pass
2 3 pass 3 4 pass
3 5 pass 3 NT6 pass
3 7 pass 4 NT8 pass
5 9 pass 5 10 pass...
  1. mam od 10 do 14 HCP, o składzie poinformuję cię później
  2. a ja 15-18, niech mój skład też na razie zostanie tajemnicą
  3. no dobrze przyznam się, że jestem na kierach
  4. a ja na karach, i to jakich
  5. na k-i-e-r-a-c-h
  6. ok., zrozumiałem, w takim razie zagrajmy 3NT
  7. ty chyba jesteś głuchy, przecież mówię - K-I-E-R-Y
  8. w porządku, jeśli masz takie ładne kiery to może jeszcze wygram 4NT
  9. no dobra, jak już musisz rozgrywać to rozgrywaj, ale lepiej w kolor
  10. bez łachy, graj, pokaż co potrafisz

Po wiście, AC, xC do króla i przebitce sporo się wyjaśniło i broniło się już na większym luzie. Teraz blotka karo została zabita asem i pani zagrała jeszcze raz karo by pozbyć się przegrywającego pika. Jak widać pani próbowała ustawić promocję atutową. Z rozkładu wynika, że jest to próba beznadziejna... ale nie uprzedzajmy faktów. Teraz nadszedł czas na atuty. Impas. Niestety, bez sukcesu. Odwrót w karo. Ode mnie pik. Z ręki również. Teraz karo po raz kolejny. Przebite w ręce... królem. I promocja dziewiątki. Trzysta dla nas, ale wcale nie max. Były również pięćsetki i osiemsetki.

Po rozdaniu okazało się, że 4NT było pytaniem o asy, a 5D odpowiedzią. Tak więc pani była niewinna, bo pięciu i tak nie mogła wygrać, a panu za 4NT oberwało się po uszach.

Następne rozdanie było nie mniej pasjonujące.

My po:

 
 
 
K7
-
AJ109853
KQJ9

 
N  

 
 
 
J1086542
10
2
A1074
W E     
 
 
AQ9
AKJ75
K74
82

harriett
 

 
 
 
3
Q986432
Q6
653

Licytacja:

       W N E harriet
1 1 1 NT2 2 3
x4 1 5 3 6 pass
4 NT7 pass 5 8 pass
6 9 x10 pass..
  1. Mam kara, niestety nie potrafię tak precyzyjnie jak przeciwnicy określić przedziału siły
  2. Mam mnóstwo punktów, a dokładnie 15-18
  3. A ja równie wiele ochoty, a oprócz tego parę kierów
  4. Niestety tylko 5-10HCP, ale to nie będzie moje ostatnie słowo
  5. Lepiej nie kuśmy losu, a nuż by zgasło
  6. Wprawdzie kiery mi zajęli, ale piki też mam niczego sobie
  7. Masz piki?? O ho ho, to teraz im pokażemy
  8. Z tymi pikami to trochę cię nabrałem, pokażę jednego asa to może dasz sobie spokój
  9. Nie ze mną takie numery Bruner
  10. Ani ze mną

Czyżby partner miał przebitkę kier? Nie, no bez przesady. Pójdę w karo to na pewno nic złego się nie stanie. Tym razem na szczęście miałem rację, choć gdy partner nie dołożył do zagranego w pewnym momencie asa kier jego spojrzenie było... no w każdym bądź razie nie było w nim niczego przyjemnego.

Potem jeszcze w trzecim rozdaniu próba dobicia przeciwnika i zrobiło się 2-1 w jajkach. Niestety fart fartem, ale jednak minimum rozsądku podczas licytacji jest nader wskazane. Następne stoły nie pozwoliły odrobić strat z początku gry, i oto kolejny turniej, w którym nie odczuwaliśmy potrzeby oczekiwania na wyniki końcowe.

Z ostatniej chwili

Uff, chyba Bóg mnie strzegł, że przez 2 tygodnie nie wysyłałem tego tekstu do zamieszczenia. Stałaby się rzecz straszna, wręcz niewybaczalna. Pochwaliłbym kurnik na wyrost. Co innego zmieszanie z błotem bez powodu. Tu nic złego się nie dzieje. Jak nie teraz, to w przyszłości na pewno by sobie zasłużył. Ale pochwała – na szczęście nie jest za późno. Uniknąłem bardzo dużego dyskomfortu psychicznego, jaki wywołuje u mnie chwalenie kogoś bez powodu. Bo jak wiadomo każdy prawdziwy brydżysta chwali jedynie siebie, a jeśli ma pochwalić kogoś innego (w szczególności partnera) to woli się ugryźć w język.

Tak więc niniejszym dementuję opinię o rzekomej stabilności serwera. Nie chodzi nawet o to, że gra się bardzo wolno i wiesza mnie z regularnością godną japońskiego ekspresu Shinkansen, bo tu wina zapewne częściowo leży po mojej stronie sieci. Nieprawdą jednak jest to co napisałem wcześniej, że jakoby rzadko wywala. Widocznie przez pierwszy tydzień dla nowych graczy istnieje okres ochronny. Teraz mogę stwierdzić, że nieodwołalnie on się skończył. Był nawet dzień, ze wywalało mnie średnio raz na godzinę (i to lekcyjną). Od czasu do czasu zdarzają się również wywałki totalne. Miałem sobie dobrze zaprowadzoną partię kierek, tak że już nie dało się jej nie wygrać, a tu jak nie wywali. Wywaliło wszyściuteńkich, ze wszystkich gier. Dość szybko zalogowałem się z powrotem, jako jeden z pierwszych (gra i tak przepadła) i ze zdziwieniem patrzę jak zaraz pojawiają się następni gracze i nikt nic nie komentuje tylko każdy pokornie siada do stolika i zaczyna grać od nowa. Czyżby nie stało się nic niezwykłego? Dla stałych bywalców jest to jak widać chleb powszedni, jak dla mieszkańców Los Angeles trzęsienia ziemi lub jak powodzie w Kotlinie Kłodzkiej. Może jeśli tu dłużej pogram (jeśli pogram) to też zobojętnieję wobec tego. Na razie jednak portal dostaje duuuuży minus.

Reginald Sukiennik (harriett)
[email protected]


[ wyniki ] [ liga ] [ kalendarz ] [ zarząd ] [ klasyfikacja ] [ teksty ]
[ linki ] [ mecenasi ] [ strona główna]