![]() |
![]() |
![]() | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() ![]() |
Kurnikowe boje - Zgodnie z obietnicą od poniedziałku jestem stałym bywalcem kurnika. Jeśli chodzi o pierwsze wrażenie to jest ono nawet pozytywne. Mimo pewnych niedoróbek interface jest dość zgrabny i elegancki. W porównaniu do “nowego” onetowego cronixa to tak jakby porównać Wenus z Milo i Wenus z Willendorfu. Niby to Wenus i to Wenus, a jednak nawet nie wyćwiczone oko zauważy różnice. Nie byłbym jednak sobą, gdybym się nie doczepił co najmniej do kilku rzeczy. A to:
Tak więc wady są, bo dlaczego miało by ich nie być. Są też jednak zalety, których nawet moje krytyczne oko nie było w stanie nie dostrzec. A to:
Tyle ocen natury ogólnej. A teraz przejdźmy do gry. Z góry przepraszam zapalonych brydżystów, ale o brydżu kurnikowym będzie następnym razem, gdyż chcę zachować chronologię wydarzeń. Jak więc rzekłem, zniechęcony eksperymentami dokonanymi na cronixie, a godnymi doktora Mengele, i jednocześnie co tydzień zachęcany do przenosin przez gracza o niebezpiecznym nicku forsing vel tilaka pojawiłem się na kurniku. I to mimo gróźb, że oskubią mnie tam z piórek. Wprawdzie odgrażałem się, że jak zasiądę tam na grzędzie to ze strachu nawet koguty jajka będą znosić. Ale jak będzie w rzeczywistości to dopiero okaże się. Na razie jak rzekłem, wszedłem i oniemiałem. Cóż za wybór gier i to nie tylko karcianych. Jednak właśnie na nich się skoncentrujmy. Pierwsza w oko wpadła mi gra mojej młodości. Ileż to dni spędziłem na ławce między śmietnikiem a trzepakiem namiętnie grając w pana. Wprawdzie o ile pamięć mnie nie zawodzi, nazywaliśmy tą grę odrobinę dosadniej, jednak była to cały czas ta sama gra. Jest również druga gra – ogór (nie wiedzieć czemu tutaj zwana ogórkiem), która ma tę wielką zaletę, że mając dostateczną ilość talii kart, można w nią grać w dowolną ilość osób. Uznając jednak, że gry te są poniżej mojej godności, postanowiłem skoncentrować się na czymś ambitniejszym. Na początek 3-5-8. Gra, w którą w zeszłym roku namiętnie ciupałem na Wirtualnej Polsce. Jako że rozegrałem tam ponad 300 partii, co daje imponująca liczbę ponad 5 tys. rozdań miałem prawo uważać się za eksperta. Niestety nic z tego. Gra ta jest tutaj dokumentnie zarżnięta. Nigdy nie wymagała ona zbyt wielkiego wysiłku intelektualnego, jednak element taktyki w jakimś szczątkowym stopniu w niej występował. Tutaj taktyka została eksterminowana niczym Muzułmanie w Srebrenicy. Otóż zmieniono reguły gry i teraz nie mając do koloru trzeba przebijać atutem!!?? Jest nawet jeszcze gorzej, trzeci z graczy, nie mając do koloru ani wyższego atuta, musi się podbić!!!??? Tak więc gra stała się całkowicie losowa i gdy karta idzie, to grając w 3-5-8 nawet świnia z porucznikiem wygra. Gdy jednak pojawił się komunikat, że ktoś proponuje “szybko i do końca na stole nr 3” nie mogłem nie sprawdzić o co chodzi. Niestety chodziło o grę :(, a ta mimo że przebiegała szybko i do końca nie była przeżyciem wprawiającym w ekstazę. Dlatego też szybko zrezygnowałem z planów zostania Bogiem w tej grze i przerzuciłem się na kierki. Tu było już dożo normalniej. Były to prawdziwe, uczciwe kierki, jak Bóg przykazał, a nie kretyństwo, które jest w Windowsach. W pracy nudząc się, gdybym miał do wyboru zagrać w windowsowskie kierki lub palnąć sobie w łeb, chyba bym wybrał to drugie. Tutaj gra się normalnie; bez lew, bez kierów itd. Zastosowano dość ciekawy pomysł. Zakładający stół może wybrać rozdaj gry, tzn grać tylko gry “wpadkowe” lub łącznie z 4 odgrywkami z kolorem atutowym lub z odgrywkami w atu i dodatkowo w grę nie wiedzieć czemu nazwaną loteryjką. Osobiście znam tę grę pod ładnie brzmiącą nazwą “wyścig pokoju”. Również i tutaj twórcy wprowadzili pewne zmiany. W tym jednak przypadku uważam, że działają one na korzyść gry.
Gra ma również pewne, w moim mniemaniu, usterki. Drobne korekty spowodowałyby, że gra stałaby się bardziej dynamiczna, a przez to ciekawsza. Moje pomysły to:
Tak czy siak gra jest umiarkowanie ciekawa i jest doskonałym przetarciem przed brydżem, gdyż wyrabia nawyk liczenia i to nie tylko figur ale i numerków. Niestety również w tej grze w wyniku niefartu połączonego z pewną niechlujnością w grze i niechęcią do liczenia spadających kart nie udało mi się jak dotąd zostać bogiem, a co najwyżej pomniejszym herosem albo i to nie. Trzecią z gier, które przetestowałem jest planowanie. Gra cokolwiek losowa, ale nawet tu na dłuższą metę gracz dobry zatriumfuje nad leszczem. Stosowanie odpowiedniej strategii i zdrowego rozsądku powinno wam praktycznie w każdej grze pozwolić na zajęcie miejsca nie gorszego niż drugie. Do tej gry nie mam żadnych zastrzeżeń, oprócz tego, że zupełnie mi w nią nie idzie. Widocznie stosuję niewłaściwą strategią, a emocje w fazie planowania biorą u mnie górę nad zdrowym rozsądkiem. Tu chyba nawet herosem nigdy nie będę. Choć odwaga w fazie planowania predestynowałaby mnie do tej roli. Jako że wszystkie ciekawsze gry zostały już zaliczone, wygląda na to, że następnym krokiem będzie zagranie w brydża, ale to już zapewne w przyszłym tygodniu. Nie myślcie jednak, że całkowicie odpuściłem sobie brydża. Jak co środę udałem się na niewątpliwie najlepszy obecnie turniej w Krakowie – do Rotundy. Zważywszy, że lada dzień rozpoczynają się rozgrywki ligowe, tak więc jak co roku zawodnicy naszej drużyny odnotowują dramatyczny spadek formy. Było to widoczne również na tym turnieju. Ponieważ turniej prowadzony jest systemem “barometr” gra w środku stawki pozwoliła nam na spotkanie z przeciwnikami, od których zwykle dzieliło nas co najmniej kilka stolików. Było wśród nich sympatyczne małżeństwo w średnim wieku, grające systemem, który idealnie pasowałby do gry na portalach internetowych. System ten jest dla mnie całkowicie obcy, jednak o ile dobrze zrozumiałem jego główną ideę, to na początku obydwie ręce sprzedają w jakim przedziale siły się znajdują, a dopiero potem uzgadniają ewentualne fity, lub ich brak. Na internecie, gdzie partner otwierającego mając fit z automatu licytuje końcówkę w ten kolor, a bez fitu - 3NT, możliwość zbilansowania rąk byłaby wydarzeniem iście przełomowym. A tak to wygląda w praktyce Obie po:
Licytacja:
Po wiście, AC, xC do króla i przebitce sporo się wyjaśniło i broniło się już na większym luzie. Teraz blotka karo została zabita asem i pani zagrała jeszcze raz karo by pozbyć się przegrywającego pika. Jak widać pani próbowała ustawić promocję atutową. Z rozkładu wynika, że jest to próba beznadziejna... ale nie uprzedzajmy faktów. Teraz nadszedł czas na atuty. Impas. Niestety, bez sukcesu. Odwrót w karo. Ode mnie pik. Z ręki również. Teraz karo po raz kolejny. Przebite w ręce... królem. I promocja dziewiątki. Trzysta dla nas, ale wcale nie max. Były również pięćsetki i osiemsetki. Po rozdaniu okazało się, że 4NT było pytaniem o asy, a 5D odpowiedzią. Tak więc pani była niewinna, bo pięciu i tak nie mogła wygrać, a panu za 4NT oberwało się po uszach. Następne rozdanie było nie mniej pasjonujące. My po:
Licytacja:
Czyżby partner miał przebitkę kier? Nie, no bez przesady. Pójdę w karo to na pewno nic złego się nie stanie. Tym razem na szczęście miałem rację, choć gdy partner nie dołożył do zagranego w pewnym momencie asa kier jego spojrzenie było... no w każdym bądź razie nie było w nim niczego przyjemnego. Potem jeszcze w trzecim rozdaniu próba dobicia przeciwnika i zrobiło się 2-1 w jajkach. Niestety fart fartem, ale jednak minimum rozsądku podczas licytacji jest nader wskazane. Następne stoły nie pozwoliły odrobić strat z początku gry, i oto kolejny turniej, w którym nie odczuwaliśmy potrzeby oczekiwania na wyniki końcowe. Z ostatniej chwili Uff, chyba Bóg mnie strzegł, że przez 2 tygodnie nie wysyłałem tego tekstu do zamieszczenia. Stałaby się rzecz straszna, wręcz niewybaczalna. Pochwaliłbym kurnik na wyrost. Co innego zmieszanie z błotem bez powodu. Tu nic złego się nie dzieje. Jak nie teraz, to w przyszłości na pewno by sobie zasłużył. Ale pochwała – na szczęście nie jest za późno. Uniknąłem bardzo dużego dyskomfortu psychicznego, jaki wywołuje u mnie chwalenie kogoś bez powodu. Bo jak wiadomo każdy prawdziwy brydżysta chwali jedynie siebie, a jeśli ma pochwalić kogoś innego (w szczególności partnera) to woli się ugryźć w język. Tak więc niniejszym dementuję opinię o rzekomej stabilności serwera. Nie chodzi nawet o to, że gra się bardzo wolno i wiesza mnie z regularnością godną japońskiego ekspresu Shinkansen, bo tu wina zapewne częściowo leży po mojej stronie sieci. Nieprawdą jednak jest to co napisałem wcześniej, że jakoby rzadko wywala. Widocznie przez pierwszy tydzień dla nowych graczy istnieje okres ochronny. Teraz mogę stwierdzić, że nieodwołalnie on się skończył. Był nawet dzień, ze wywalało mnie średnio raz na godzinę (i to lekcyjną). Od czasu do czasu zdarzają się również wywałki totalne. Miałem sobie dobrze zaprowadzoną partię kierek, tak że już nie dało się jej nie wygrać, a tu jak nie wywali. Wywaliło wszyściuteńkich, ze wszystkich gier. Dość szybko zalogowałem się z powrotem, jako jeden z pierwszych (gra i tak przepadła) i ze zdziwieniem patrzę jak zaraz pojawiają się następni gracze i nikt nic nie komentuje tylko każdy pokornie siada do stolika i zaczyna grać od nowa. Czyżby nie stało się nic niezwykłego? Dla stałych bywalców jest to jak widać chleb powszedni, jak dla mieszkańców Los Angeles trzęsienia ziemi lub jak powodzie w Kotlinie Kłodzkiej. Może jeśli tu dłużej pogram (jeśli pogram) to też zobojętnieję wobec tego. Na razie jednak portal dostaje duuuuży minus.
Reginald Sukiennik (harriett)
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
[ wyniki ] [ liga ] [ kalendarz ] [ zarząd ] [ klasyfikacja ] [ teksty ] [ linki ] [ mecenasi ] [ strona główna] | ![]() | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||