 |








 |
|
Turniejowisko_02
Posługując się niżej opisanym rozdaniem będę się starał dowieść, że wbrew nikłym szansom matematycznym,
w brydżu zdarza się coś, co nazwać można reinkarnacją rozdania.
Niedawno w jednym z lokalnych krakowskich turniejów zajmowałem pozycję W i patrząc na posiadaną kartę nie
spodziewałem się specyficznych emocji, które za chwilę mnie czekały.
KW54
K1087
W7
AKD
Po moim otwarciu 1BA (15-17 PC), w trakcie dalszej licytacji, sprzedałem nadwyżkową rękę z fitem treflowym
i w efekcie rozgrywałem 3BA. Nastąpił wist 3
i wyłożył się 'dziadek':
A82
9
K8
W1095432
Po chwili dołożyłem ze stołu 8 kk, S wziął lewę D
i ... zamyślił się głęboko. Zdążyłem już sobie nawymyślać za nietrafną grę a karty kolejnego zagrania ciagle nie było.
Nad czym ten S myśli? I nagle olśnienie!! - wiem, ma D109x,
czyli to, co ja miałem dwadzieścia parę lat temu w takiej samej sytuacji, grając jeszcze w parze z nieodżałowanym
Adasiem Zimnielskim. Nie wie co teraz zagrać (gdy mam tylko 2 kara) aby, po pierwsze, partner nie przepuścił, po
drugie, aby nie zablokować koloru. Dumał, kombinował, aż w końcu na stole pojawiła się
9.
Pełen nadziei dołożylem waleta i .... król wziął lewę. Dalej było szybkie 10 lew i wszyscy zaglądnęliśmy, co
też tam ten S miał naprawdę. Dawne rozdanie stanęło mi przed oczami jak żywe:
1076
ADW2
D1095
76
Adaś wtedy przeciwko 3 BA wyszedł 4.
Rozgrywający przepuścił do waleta. Ja wtedy też miałem te same figury, kara z dwójką na końcu, może trochę
inny układ ręki, ale ogólnie ten sam problem. Rozwiązałem go prozaicznie - wziąłem lewę damą i odszedłem najniższą
blotką. Wiedziałem, że ewentualnie blokuję kolor, ale ekwiwalentem był
A. On zapewniał wpadkę.
Adaś zobaczył dwójkę i, zgodnie z moją intencją, nie mając szans na dojście, wziął lewę asem, aby go, jak
mówił, nie 'zatacować'. Zagrał następnie 3
(albo z braku lepszych pomysłów albo z nadzieją że jednak mam 4 kara.) i patrzył z przerażeniem na
pojawiające się u mnie kolejno 9
i 10.
Dopiero lewa na A zgasiła pioruny w jego wzroku.
Gdy przechodziliśmy do kolejnej rundy turnieju, warknął do mnie: "zablokowałeś 'żywiole'
(było to jego ulubione określenie dla moich zagrań) kolor i straciliśmy lewę!".
A co byś zrobił, gdybym zagrał 10?-spytałem.
Przepuściłbym! - padła szybka odpowiedź. A co byś zrobił gdybym zagrał 9?
-drążyłem dalej temat. Na pewno przepuściłbym! - ton był już łagodniejszy. No to co miałem zrobić???
Tu Adaś skapitulował. Zapis za bez jednej 'trzymał' lepszą średnią, ponieważ sporo rozgrywajacych trafiało palcówkę.
Niestety, było też kilka zapisów za wpadki bez dwóch. Jak do nich doszło - trudno zgadnąć.
No, ale wróćmy do teraźniejszości. Oto pełny rozkład rozdania:
Rozd. W obie po partti |
|
D93
6543K
A6543
8
|
|
|
KW54
K1087
W7
AKD
|
|
A82
9
K8
W1095432
|
|
| |
|
1076
ADW2
D1095
76
|
|
|
Jak powinien rozumować gracz S, aby podjąć trafną decyzję? Już wiecie? Wydaje mi się, że zarówno wtedy, gdy
to ja byłem graczem S, jak i teraz, gdy rozgrywałem, tak samo. A mianowicie: S i E mają wspólnie 17 PC.
Rozgrywający 16 lub 17, zatem partner, oprócz oczywistego asa karo ma najwyżej jedną damę
(wariant z królem kier mało realny, bo wtedy W nie trzymałby dwóch kolorów). Jeżeli jest to biorąca dama trefl, to nasze
poczynania nie mają większego znaczenia. Jest obojętne czy W ma dwa czy trzy kara, zawsze 'leży'.
Jeżeli jest to dama pik, to dojściem ona nie będzie.Zatem, aby grę obłożyć, musimy zastać u W dubletona karo
i szybko te kara zainkasować. Ale partner też widzi, że brak mu dojścia, toteż gdy nie będzie pewny 4 kar u nas, na pewno
drugą lewę przepuści. Zatem inne zagranie niż najmłodsze karo to samobójstwo.
Partner, widząc 5 na pewno weżmie lewę
asem, (bo przy dubletonie u nas zostaje odłączony od gry) i zawróci w karo, bo jakaś szansa na cztery kara u nas
jednak istnieje. W ten sposób stracimy lewę, ale kontrakt (o ile to możliwe) na pewno położymy.
Ileż to razy tego typu motyw w brydżu się powtarza! Należy 'jeść małą łyżeczką' - jak mawiał mój dawny
kolega z drużyny, słynny Czesio Kuklewicz. Jestem pewny, że, niesłychanie zresztą sympatyczny, gracz S z opisywanego
rozdania na zawsze sobie tę prawdę zapamięta. A swoją drogą, okazuje się, że są w brydżu nietrafione
palcówki, które nie tylko nie mają ujemnego wpływu na wynik rozdania, ale wręcz stają się żrodłem niezwykłych wydarzeń.
Przecież, gdybym dołożył do pierwszej lewy króla karo, to pewnie nikt by nie zauważył, co mogło się dziać w tym
rozdaniu, a już tym bardziej ja nie miałbym okazji do tak niezwykłych wspomnień. No i jak tu można się obyć bez tej gry?
CDN.
Wit Klapper
[email protected]
| |