 |








 |
|
Etyka sędziego (do Andrzeja Miktusa)
Długo zastanawiałem się co napisać. Nie potrafię jak inni płodzić
kilka teksów na tydzień. Postanowiłem, że napiszę to co mi leży "na
wątrobie".
Nie zgadzam się na umieszczanie w internecie artykułów szkalujących kogokolwiek
i to zarówno sędziów jak i zawodników (Ty Andrzeju i niektórzy uważają,
że sędziów można). To co się dzieje na stronie MZBS uważam za niedopuszczalne.
Wykreować swoją osobę można na 2 sposoby:
1. poprzez własne osiągnięcia
2. poprzez deprecjonowanie osiągnięć innych
Osoby piszące całą masę artykułów do internetu wybrały ten drugi sposób.
Jest on na pewno mniej pracochłonny i można w ten sposób udowodnić wszystko.
Można za swoje niepowodzenia obarczyć winą sędziego, a mniej odpornego
psychicznie przygotować by następne decyzje były "właściwe".
Wyszukałem zarzuty jakie m. in. padają w tych artykułach (w nawiasie tytuł):
- "Nie śmiem podejrzewać, że zmiana wyniku nastąpiła z uwagi
na to, że krzywda stała się kol. Sademu i Trygarowi - graczom jakby
z wyższej półki niż Ci z linii WE, a może bardziej znanym kol. Jarkowi,
a może bardziej wygadanym. Niestety podejrzenie o pewną stronniczość,
a przynajmniej o zupełny brak staranności w analizie problemu, wydaje
się uzasadnione." (Sędzia kalosz?!)
- "Mam wewnętrzne przekonanie, że należy poważnie traktować
tytułowe motto i stosować je w codziennej sędziowskiej praktyce. Bo
za taki idiotyczny, przepraszam ekspercki, wist jaki oddał Mirek nie
powinno być nagrody w postaci wyniku 60/35 dla NS. Jest to wynik, który
wypacza wynik turnieju i zniechęca do gry tych, którzy nie mają wystarczającej
dozy bezczelności, żeby się wykłócać o swoje." (Sędzia kalosz?!)
- "Ja osobiście oceniam, że to nie lekka paranoja, tylko solidna
paranoja, popieram się w tym zdaniu w całej rozciągłości i nawet pod
przymusem go nie zmienię." (Wołaj SĘDZIEGO swego a będziesz
nagrodzony!!)
- "Znów zdarzył się kiks sędziowski w wykonaniu Przemka. I
już nie wiem czy tym razem to może jakaś solidarność koleżeńska, czy
brak wiedzy sędziego, czy może kolega z pozycji N naraził się czymś
i po prostu nie ma szans na pozytywną decyzję sędziowską!?"
(DOGŁĘBNA ANALIZA!?)
- "Dobrze, że kaucję zwrócili kol. Jarosowi. Doprawdy, strach
wzywać sędziego już nie mówiąc o odwoływaniu do KO."( DOGŁĘBNA
ANALIZA!?)
Ponieważ ich nie skrytykowałeś uważam, że spełniają Twoje normy etyczne.
Napisałeś jedynie: "Wszelka krytyka boli, a Tadek bywa nieco
złośliwy - jednak proszę pamiętajcie, że dzięki Niemu macie okazję wytłumaczyć
wasze decyzje szerszemu ogółowi, co na dłuższą metę powinno poprawić zrozumienie
problematyki sędziowskiej. Przy okazji możecie w łatwy sposób podbudować
swój autorytet, co na pewno pozwoli wam na nieco większy komfort pracy."
Sędzia w odpowiedzi może napisać: "Nie jestem kaloszem" albo
"nie wydałem decyzji bo pan X jest moim znajomym", można też
nie czytać tych artykułów (co sugeruje T. Biernat) i wszystko wróci do
normy. To co napisałeś jest kompletnie oderwane od realiów i może funkcjonować
jedynie (nie obraź się) w rzeczywistości wirtualnej. Uważam, że nie wiesz
o czym piszesz i nie zdajesz sobie sprawy jak "rośnie" autorytet
sędziego po takim artykule.
Nie mają one nic wspólnego z oceną werdyktów sędziowskich (za taką uważam
artykuły na stronie PZBS), a jedynie za wszelką cenę mają udowodnić 2
sprawy:
1. sędzia lub KO wydali kretyńską decyzję
2. autor jest najmądrzejszy
Dyskusja toczy się tygodniami, a o co chodziło na początku nikt już nie
pamięta. Przypomnę Ci więc, że w "Dogłębnej analizie" chodziło
m. in. o to czy namysł rzeczywiście w tym rozdaniu miał miejsce. Wystąpił
przypadek gdy 2 strony mówią co innego, a sędzia musi dać wiarę jednej
z nich. T. Biernat tak to opisał: "Czy sędzia wobec sprzecznych
oświadczeń zawodników i braku możliwości zweryfikowania tegoż (nie było
kibiców), może założyć, że ten mówi prawdę, a ten drugi to już nie?? Coś
tu chyba nie gra, bo nie sadzę, żeby istniało jakieś prawo o wyższości
pozycji W nad N, lub nazwisk na literę T nad nazwiskami na literę J".
Chciałem pokazać, że jedna ze stron, zawsze mówi, że namysłu nie było
i jest przez to niewiarygodna. Czy miałem do tego prawo? Uważam, że prawo
to, dał mi sam p. Jaros. Czując się pokrzywdzony decyzją KO, stał się
głównym sprawcą i inicjatorem tego cyklu artykułów. Ocena decyzji sędziowskiej
i KO bez oceny postępowania zawodnika jest niepełna i służy jedynie do
sprowadzenia sędziego do roli "chłopca do bicia". To, że p.
Jaros nie napisał żadnego artykułu sprawy nie zmienia. Po każdej decyzji
sędziowskiej konsultuje się z T. Biernatem czy sprawa warta jest internetu.
Czy członek Zarządu MZBS może pisać takie artykuły? Nie wiem i mówiąc
szczerze, mało mnie to obchodzi. Zrezygnowałem z pracy w Zarządzie w styczniu
tego roku. Andrzeju, jeżeli coś piszesz, to może warto byłoby to sprawdzić
(skład Zarządu jest w internecie).
Mirek Kołton
[email protected] |
|