|
|
![]() |
![]() |
![]() | |
![]() ![]() |
Re: DOGŁĘBNA ANALIZA!? Kiedyś, a było to zaraz po wymianie tekstów pt. "Sędzia Kalosz" myślałem, że nie będę się wdawał w tego typu dyskusje. Myślałem także, że jeśli ktoś wypowiada się publicznie, powinien mieć chociaż blade pojęcie o tym co mówi. Niestety, rzeczywistość okazuje się jak zwykle w naszym wspaniałym środowisku, zdecydowanie inna. A artykuł Tadeusza, poza niewątpliwie trafną analizą rozdania, zawiera całą masę delikatnie mówiąc mało mających wspólnego z rzeczywistością stwierdzeń, przede wszystkim na temat prawa brydżowego. Ale po kolei: Zgadza się, że w opisywanym rozdaniu nie da się przegrać kontraktu, zgadza się także, że tego nie przeanalizowałem. W związku z tym mój werdykt, o czym sam Tadeusz się przekonał na drodze konsultacji powinien brzmieć: - utrzymujemy wynik z rozdania, ponieważ nie ma związku między wykroczeniem a stratą. To i jedynie to ratuje stronę wykraczającą, bo w istocie wykroczenie nastąpiło i tylko dlatego, że zapis bez jednej jest niemożliwy do osiągnięcia, powoduje że mój werdykt był błędny. Brak wystarczającej analizy rozdania (na poziomie brydżowym) owszem, przyznaję się i nie mam zamiaru z tym w żaden sposób polemizować. Natomiast jeśli chodzi o całą resztę zdarzenia, to zapewniam, że jeśli w podobnym rozdaniu jeszcze raz przyjdzie mi podejmować decyzję i tym razem kontrakt da się przegrać, bez wahania podejmę taką samą decyzję. Skomentuję po kolei, według wątpliwości podanych w artykule: - Czy sędzia wobec sprzecznych oświadczeń zawodników i braku możliwości zweryfikowania tegoż (nie było kibiców), może założyć, że ten mówi prawdę, a ten drugi to już nie?? Coś tu chyba nie gra, bo nie sadzę, żeby istniało jakieś prawo o wyższości pozycji W nad N, lub nazwisk na literę T nad nazwiskami na literę J. Przepis był cytowany już Tadeuszowi przez Konrada, może problemy z pamięcią, a może coś innego spowodowało, że Ci umknął więc przypomnę: gdy sędzia uzna, że niewinny gracz wyciągnął błędny wniosek z wprowadzającego w błąd komentarza, zachowania, tempa lub też innego mylącego postępowania przeciwnika, który nie miał bezspornego brydżowego powodu do takiego działania i mógł zdawać sobie sprawę, że z takiego działania może odnieść korzyść (patrz: przepis 12C), wówczas musi orzec wynik rozjemczy. (73C2) Otóż, nie ma bezspornego brydżowego powodu żeby zastanawiać się z KDW. Karta z tej konfiguracji dołożona być powinna równie szybko jak z konfiguracji 432. Przy stoliku fakty zostały ustalone, na pytanie czy rozgrywający dołożył kartę z tym samym tempie co z trzech nieznaczących blotek, otrzymałem odpowiedź, że jasne że nie, ale znacznie wolniej niż Asa trefl ze stołu (przypomnę: z A10xx) w pierwszej lewie. Fakty zatem zostały ustalone, nastąpiło wahanie przed dołożeniem karty. W przypadku podejmowania decyzji na podstawie faktów spornych, gdy strona wykraczająca niekoniecznie chce przyznać jak było w rzeczywistości, taka informacja musi wystarczyć. Ponadto, dodatkowa przesłanka to fakt, że obrońca nie wpadłby na to sam, gdyby tak nie było w rzeczywistości - w trakcie rozdania nie wiedział co rozgrywający ma w karcie, i prawdopodobnie nie zagrałby na to, że partner ma Dx gdyby takiego wahania nie było. Znacznie łatwiej jest twierdzić, że się nie zastanawiało niż przypisać rozgrywającemu namysł, który w rzeczywistości nie miał miejsca.
W takich chwilach zastanawiam się, czy pewne nawyki są uleczalne. Nie ma większej bzdury niż ta (powtarzana przez Tadeusza uparcie od dawien dawna) o "własnej odpowiedzialności". Przepis - ten sam, który cytowałem powyżej jasno i wyraźnie mówi o tym. A przepis 72D, bo o nim zapewne Tadeusz mówisz, brzmi w całości: 1. Zmiany niezamierzone - jest pożądane, chociaż nie zawsze wymagane,
aby gracze utrzymywali stałe tempo i sposób działania. Gracze powinni
jednak zachować szczególną ostrożność w sytuacjach, w których zmiana tempa
mogłaby przynieść korzyść ich stronie. W każdym innym przypadku nieumyślna
zmiana tempa lub sposobu zgłoszenia zapowiedzi albo zagrania karty sama
przez się nie stanowi zasad etycznych; niemniej wnioski z takiej zmiany
może wyciągać tylko przeciwnik i to na własne ryzyko. Wytłumaczę, bo może ten przepis jest po prostu zbyt trudny. Chodzi o to, że na własne ryzyko wyciągamy wnioski z zachowania przeciwnika w momencie, w którym rzeczywiście miał on nad czym się namyślać - niezamierzona zmiana tempa to taka, kiedy z jakiegoś brydżowego powodu potrzebujemy czasu. Ktoś ma coś do trafienia, myśli i trafia albo nie, a my możemy "na własne ryzyko" domniemywać, co też takiego trafiał. Albo myślał nad dołożeniem końcówki, więc przy rozliczaniu rąk na własne ryzyko umiejscowimy u niego króla kier. Jeśli się okaże, że nie miał owego króla, tylko nadwyżkę układową, to jest właśnie nasze ryzyko. Sytuacja taka ma miejsce wtedy, gdy jest "bezsporny brydżowy powód" do namysłu. W sytuacji, gdy go nie ma, wtedy ma zastosowanie przepis z poprzedniego akapitu. Namysł z singletonem i namysł z KDW jest moim zdaniem zupełnie równoznaczny, podobnie jak namysł sugerujący że zastanawiam się "dołożyć czy nie" z przysłowiowym kotem w galarecie - oczywiście żeby nie wznowili. Według tego, co Ty natomiast napisałeś, można się spokojnie delikatnie wahnąć w tych sytuacjach, może przeciwnik się pomyli - przecież "na własne ryzyko" wyciągnie wniosek z naszego zachowania. Przepis odpowiedni już został przytoczony i mam nadzieję, że to pomoże Ci go zrozumieć. Do tej pory, coś o tej własnej odpowiedzialności Tadeusz wiedziałeś, ale nie do końca. Równie dobrze mógłbyś wiedzieć, że mleko daje takie duże zwierze z rogami, które robi "Muuu" ... próbować wydoić byka. 3-Jak sędzia może ustalić kontrakt na bez jednej, gdy ten bez względu na dalsze poczynania obrony jest już górny!? To już ustaliliśmy. Nie może - popełniłem błąd. KO uznała, cytuję "postępowanie sędziego słuszne",
czy aby na pewno!? Chciałem zauważyć, że sam rozgrywający nie zorientował się, że werdykt jest niesłuszny, bo kontraktu nie da się przegrać. Swoje uzasadnienie odwołania kierował w stronę "no jak to, przecież to tylko 1,5 sekundy było zastanawiania, poza tym jak gość może grać na namysły... I gdyby nie ten nieszczęsny układ kart, który był dla wykraczającego tak przychylny, moim zdaniem za takie odwołanie należał się przepadek kaucji. A czy wołać sędziego strach? Rozumiem, że jak będziesz obrońcą, zawistujesz na jakieś 3nt z mariasza, w stole trzeci walet, a rozgrywający po wahnięciu dołoży blotkę z ręki, to wyciągając na własną odpowiedzialność wniosek, że ma Asa, zmienisz atak i zapiszesz zdecydowanie za duży wyniku wrogom (bo Asa miał partner, a numerki były nieczytelne - no chyba że parter umie tak dołożyć tą ósemkę z A98 że to będzie marka), to co wtedy ? Nie wezwiesz sędziego tylko pogratulujesz przeciwnikowi dobrej rozgrywki psychologicznej, bo sam byś tego lepiej nie zrobił? Wiesz Tadeusz, brydżysta jestem od Ciebie znacznie słabszym nie da się ukryć. Moja słabość, oprócz oczywiście tego że gorzej od Ciebie wistuję, licytuję, rozgrywam i analizuję (czego dowodem jest między innymi to rozdanie), polega też na tym, że ja w takich sytuacjach nie zastanawiam się żeby przypadkiem nie zrobić fałszywego renonsu, a także, niestety dla mnie daję się nabierać na takie zagrania, po czym wzywam sędziego. Po lekturze tego i niektórych poprzednich Twoich tekstów, odnoszę wrażenie że takie zagrania stanowią dla Ciebie nieodłączny element gry i dobry gracz potrafi zarówno tak zagrać jak i wyczuć czy przeciwnik puszcza czy "buzeruje". We mnie zagrania z tej półki wzbudzają co najwyżej obrzydzenie, podobnie zresztą jak Twoje uwagi o mojej rzekomej stronniczości. I wolę grać tak słabo jak gram, ale bez takich sztuczek, a jako sędzia będę je piętnował z najwyższą stanowczością. Przemysław Gałek |
|||
[ wyniki ] [ liga ] [ kalendarz ] [ zarząd ] [ klasyfikacja ] [ teksty ] [ linki ] [ mecenasi ] [ strona główna] | ![]() | |||