 |








 |
|
Przemyślenia Renka
W porannym niedzielnym meczu, kiedy to po sobotnim armageddonie, jaki Błękitni sprawili
Sandecji zbliżyliśmy się do trzeciej lokaty na minimalną (jak nam się zdawało) ilość 10 VP.
Przystąpiliśmy do meczu przeciwko silnej drużynie TCK Tarnów z niezłomną wolą wzięcia taryfy,
albo chociaż wyniku zbliżonego do niej, mając nadzieję, że w ostatnim, bezpośrednim pojedynku
z Sandecją rozstrzygniemy kwestię awansu do baraży na swoją korzyść. Nasze przekonanie
wzmacniał fakt, że w I fazie rozgrywek przeciwko TCK padł wynik zbliżony do taryfy,
wprawdzie na korzyść TCK, ale to świadczyło jedynie o tym, że mecz będzie krwawy i na pewno
nie skończy się remisem.
W takim oto nastawieniu zasiedliśmy z partnerem do stolika przeciwko jednej z najsilniejszych
par mikstowych Polski i rozpoczęliśmy ten, jak się później okazało, niezbyt wyrównany bój.
I już w jednym z pierwszych rozdań, po błyskotliwej i pełnej polotu licytacji
(o czym za chwilę) osiągnęliśmy kontrakt bezatutowy z następującymi rękami:
| N |
S |
A9x |
K10x |
AK9x |
10xxx |
x |
KQxx |
AJ10xx |
Qx |
Jak wnikliwy czytelnik może zauważyć mamy sfitowane kiery, jednak przy ich niesprzyjającym
podziale i nie stojącym impasie trefl kontrakt kierowy można przegrać, a kontrakt atutowy,
w szczególności po wiście jaki nastąpił, tj. karo do asa i odwrót karo wygląda całkiem
obiecująco. Nie zastanawiając się zatem długo (bo i nad czym się tu zastanawiać) przystąpiłem
do dalszej rozgrywki, wyrzucając na króla karo pika ze stołu i impasując trefle damą.
Impas jednak nie stanął i ponownie zagrano mi w karo. Tym razem rozstałem się z kierem.
Zgrałem dwa kiery z góry (podzieliły się 3-2) i przystąpiłem do zgrywania trefli
wyrzucając z ręki kiery. Doszło do następującej czterokartowej końcówki:
|
A9 |
|
|
9 |
|
|
- |
|
|
x |
|
Qxx |
|
jxx |
J |
|
- |
- |
|
10 |
- |
|
- |
|
K10x |
|
|
- |
|
|
x |
|
|
- |
|
I teraz zagranie ostatniego trefla ze stołu ustawiało oboje przeciwników w przymusie.
Skasowałem zatem 11 lew, co mogłoby się wydawać wynikiem dość obiecującym.
Myliłby się jednak ten, kto liczyłby na jakiś, choćby drobny zysk z tego rozdania.
I nie chodzi mi tu bynajmniej o obawy co zostanie przyniesione z drugiego stołu,
choć tak na marginesie partnerzy też niejednokrotnie dali pretekst, by traktować ich
i co najwyżej ograniczonym zaufaniem. Tym razem obawy o saldo z tego rozdania były
jak najbardziej związane z naszym stołem, a konkretnie z licytacją, która doprowadziła
nas do wspomnianego bezatutowego kontraktu.
Otóż będąc na pierwszej ręce spasowałem (ku swojemu zaskoczeniu) z tym przepięknym
dziesiątakiem, jednak z silnym postanowieniem, że nie będzie to koniec mojego uczestnictwa
w licytacji. Tak więc po pasie przeciwnika po lewej (zresztą pasowali od początku do końca
licytacji, grając jakimś staromodnym ustaleniem, że jak się nie ma na odzywkę to się nie
licytuje.
Z moich wieloletnich obserwacji wynika, że mimo, iż to ustalenie na dłuższą metę
doskonale się sprawdza, to jednak odbiera wiele przyjemności z gry i jako takie w naszej
drużynie jest zabronione) partner otworzył 1T, a ja mając 10 oczek na składzie 3352
zalicytowałem bilansowe 2NT. Wiem, wiem, z diagramu wynika że mam 3442.
Jednak tym razem, wbrew opiniom partnerów z drużyny o moim wstręcie do zgłaszania starszych
czwórek naprawdę przełożył mi się kier do kar. Powiedziałem zatem w dobrej wierze 2NT
co spotkało się z ripostą partnera pod postacią 3C. Przyznam, że miałem teraz problem
co to oznacza. Czy to rzeczywiście rewers, czy może jakiś inwicik z 13-14 oczkami,
a partner chce po prostu sprawdzić czy aby na pewno nie zapodziała mi się gdzieś
starsza czwórka. Jako, że w tym momencie wyłapałem już przemyślnie ukrytego w karach kiera
powiedziałem 4C i pchnąłem deskę na drugą stronę.
Już chciałem wykładać dziadka wielce z siebie niezadowolony, że sobie nie porozgrywam jednak
jakoś nie dochodził do mnie z drugiej strony charakterystyczny dźwięk wkładach do bidding-boxu
karteczek. Powód ku temu był dość prozaiczny, po prostu licytacja wcale nie miała zamiaru
wygasnąć, a wręcz przeciwnie, dostała iście dramatycznego przyspieszenia i wróciła na naszą
stronę w postaci szlemika treflowego. Generalnie nie zwykłem poprawiać partnera, tym razem
uznałem jednak, że szlemik treflowy nie będzie tu najlepszym kontraktem.
Dużo lepszym kontraktem będzie szlemik kierowy, a najlepszym bezatutowy, gdyż po pierwsze
będzie rozgrywany z "dobrej ręki" (udowodniłem powyżej), po drugie może przeciwnicy najadą
coś w pikach lub karach, a przynajmniej nie podegrają (co również udowodniłem powyżej),
a po trzecie... Było jeszcze jakieś po trzecie, ale w tym momencie nie pamiętam.
Rozdanie to jest również przykładem na nienajlepszą atmosferę w drużynie. Otóż gdy przyszło
do liczenia wyników, to partnerzy z drugiego stołu zamiast docenić ładną rozgrywkę to jedyne
co ich interesowało to jak można osiągnąć taki kretyński kontrakt. A przecież po pierwszych
takich wistach jak nastąpiły na stole, to gdyby, przełożyć króla trefl, szlemik już by szedł.
W każdym bądź razie nie było to jedyne nieudane rozdanie z tego meczu, który zgodnie z naszymi
oczekiwaniami zakończył się taryfą. Zdobyte przez nas po heroicznej walce 4VP, pozwoliły
nam na przystąpienie do ostatniego meczu przeciwko Sandecji bez żadnego obciążenia i presji.
Wprawdzie zwycięstwo nad Sandecją 30 : 0 dawało nam awans na trzecie miejsce, jednak z powodu
głupkowatych przepisów, okazało się że taki wynik jest niemożliwy.
Zaistniała sytuacja ma jednak również swoją jasną stronę, gdyż pozwala w spokoju przygotowywać
się do jesiennych bojów w miłym i sympatycznym trzecioligowym towarzystwie i uroczym otoczeniu
beskidzkich lasów Osieczan i Bartkowej, a nie tułać się po jakichś Gliwicach, gdzie chodząc
codziennie z miejsca rozgrywek do miejsca zakwaterowania i z powrotem można jedynie
załapać się na turystyczną odznakę "Siedmiomilowe Buty"
Ta wątpliwa przyjemność czeka jednak drużynę Skawinki, która obiektywnie rzecz biorąc w pełni
sobie na to zasłużyła. No cóż mają co chcieli. Mówiąc, że w pełni sobie na to zasłużyła wiem
co mówię, gdyż miałem przyjemność obserwować ich grę w ostatnim meczu przeciwko bezpośrednim
rywalom do awansu tj. Błękitnym Tarnów. Jako, że nie zwykłem grywać o nic, toteż z chęcią
przystałem na odsunięcie mojej skromnej osoby od gry w II połówce przeciwko Sandecji
i przycupnąłem sobie za Bobem, który wraz z Lionem - już trzeźwym, a przynajmniej sprawiającym
takie wrażenie (widocznie dobrze mu zrobiła nocna wyprawa wpław do Gródka) - grali przeciwko
eksportowej parze tarnowskiej Kita-Lesiecki.
Przed meczem wydawało się, że przewaga trzydziestu kilku impów drużyny Błękitnych jest
przewagą zupełnie bezpieczną i nie trzeba nic robić, a jedynie dowieźć ją spokojnie do drugiej
ligi. Opinia taka była tym bardziej uzasadniona, że do tej pory bez oporów radzili sobie
z przeciwnikami. Spuszczę zasłonę milczenia na to co zrobili z nami, jednak niech o ich formie
świadczy to czego dokonali dnia poprzedniego z drużyną Sandecji. Wynik 25 : 1 spowodował tak
poważne tarcia wśród przeciwników, że chodziły nawet słuchy, że Sandecja w niedzielę może nie
przystąpić do gry spędzając ten dzień na lizaniu ran.
Jednak po pierwszej połówce sytuacja nie wyglądała już tak różowo. Błękitni wprawdzie nadal
prowadzili, jednak ich przewaga stopniała do 10 impów, co jak się okazało starczyło na
jedno rozdanie II połówki. Po drugim rozdaniu znowu było +10, tym razem jednak już dla drużyny
przeciwnej. A było to dopiero preludium do tego co nastąpiło później. Z punktu widzenia kibica
pojedynek ten wyglądał jakby na ring przeciwko zawodowemu bokserowi wypuszczono sześciolatka.
Nie wiem jakim dokładnie wynikiem skończyła się ta połówka w każdym bądź razie wynik 25 : 1
mówi sam za siebie.
Niewątpliwie na ten wynik złożyło się wiele czynników, jednak gra Boba z Lionem w drugiej
połówce bez wątpienia była jednym z istotniejszych. I jeśli taki poziom gry zostanie
utrzymany, to również w II lidze nie widzę dla nich godnych
przeciwników, a już z pewnością nie wśród drużyn krakowskich.
Niech poniższe rozdanie zilustruje, że wiedzą oni o co w tej grze chodzi:
| Licytacja: |
| |
Lion |
Maryśka |
Bob |
Mariusz |
| |
|
2  |
2
|
pas |
2NT |
|
pas |
3
|
pas |
3
|
|
pas |
3NT |
pas |
... |
Pierwszy wist K trefl i po obejrzeniu stołu zmiana na kiera. Dziewiątka kier zabita w ręce asem i piki z góry. Z ręki wyleciało karo i trójka kier!, a od Lion dwa małe kiery. Teraz Bob zawistował w karo, a Lion po wzięciu na króla odwrócił w ten sam kolor i walet karo
wziął lewę na stole. Na zagranego pika Bob rozstał się z kierem, a pozostali gracze
z blotkami trefl. Teraz karo do ręki i ósemka kier. Dopiero gdy ósemka kier wzięła lewę
Mariusz dostrzegł jak niecelnym zagraniem było wyrzucenie z ręki trójki, a zatrzymanie ósemki.
Chcąc nie chcąc musiał zrobić to czego nie znosi każdy szanujący się brydżysta, czy to
rozgrywający czy obrońca - przyjść do wuja.
Jak widać kontrakt szedł bezproblemowo, wystarczyło założyć, że trefle dzielą się 7-1 i pozbyć
się jednego trefla na zagranego pika, ale jednak dużo łatwiej rozgrywa się kontrakty gdy widzi
się wszystkie 4 ręce. Poza tym w tym meczu rozgrywający grał w dużym stresie, gdyż po pierwsze
stawka była wysoka, a po drugie nieprzyjemnie się gra na opozycję, która tylko czyha na każde
twoje najdrobniejsze tryknięcie i karze cię za nie w sposób bezlitosny.
Tak czy siak, życzę i Błękitnym i Sandecji aby wygrali swoje grupy barażowe.
Robię to również w imieniu całej mojej drużyny. Wprawdzie przy takim poziomie jaki
zaprezentowaliśmy na tym kotle również w jesiennym cyklu nie mamy szans, ale... kto wie. Zawsze byłoby odrobinę łatwiej.
Reginald Sukiennik
[email protected]
|
|