Strona główna Strona główna
Wyniki
Liga
Kalendarz
Zarząd
Klasyfikacja
Teksty
Linki
Napisz do nas
Mecenasi brydza
   

Ligowe zmagania
czyli
piąta kolumna... oraz szósta i siódma

I znów uczestniczyliśmy w ligowym kotle. Po pierwszym wydawało mi się, że osiągnęliśmy już dno. O jakże się myliłem. Okazało się, że po przebiciu dna pod spodem jest jeszcze wiele przestrzeni do zagospodarowania, co też i skwapliwie zaczęliśmy czynić. Muszę przyznać, że sam się sobie dziwię skąd bierze się we mnie tyle samozaparcia, by poruszać temat tak nieprzyjemny i bolesny. Pisanie o tym, to jak poddawanie się leczeniu kanałowemu bez znieczulenia. Po zastanowieniu udało mi się jednak znaleźć ku temu powody. I to aż dwa.

Po pierwsze moja wybujała ambicja każe mi zmierzyć się z niemożliwym. A tego co wyprawiała nasza drużyna ludzkimi słowy nie da się opisać... mimo to spróbuję.

A po drugie każdy ból i cierpienia ma swoje granice. Dlatego też sprawny oprawca dozuje swojej ofierze cierpienia, gdyż wie, że nadmierna dawka powoduje, że ofiara “pęka” i staje się nieczuła na zadawane tortury. Niestety, a może na szczęście niektórzy z zawodników naszej drużyny o tym nie wiedzieli i po ich zespołowych zabiegach czułem się wybebeszony jak po amatorsko wykonanej laparotomii. Często gęsto nie byłem w stanie pojąć dlaczego osoba siedząca naprzeciwko postępuje, jakby była czołowym zawodnikiem drużyny przeciwnej.

Zanim jednak przejdę do opisu naszego uczestnictwa, nastąpi rozwiązanie zagadki z poprzedniego felietonu. Pytanie brzmiało: jaki macie pomysł licytacyjny z następującą

kartą?

AKJ10 
 KQJxxx
 xx
x

po licytacji

Partner Ty
 
3NT* 4
5      ?

*) Gambling bez bocznego trzymania

Jeśli spasowaliście, oznacza to, że znaleźliście się w gronie 80% graczy testowanych na tę okoliczność. Wadą jest to, że swoim pasem zmusiliście partnera do rozgrywania końcówki na atutach – renons do dwóch blotek, gdyż partner ma taką oto kartę

xxx
xxx
-
AKQJxxx

Jeśli więc zdecydowaliście się na odzywkę 6H, wypada tylko pogratulować. Świadczy to o dużym zrozumieniu w parze, a przede wszystkim o wzajemnym zaufaniu, bo jakiż byłby powód, dla którego partner miałby poprawiać zalicytowany przez was kontrakt 4H

Przechodząc jednak do ostatniego kotła próbowałem znaleźć jakieś miłe akcenty. Niestety, w odróżnieniu od pierwszego, ten odbywał się w Krakowie, więc nawet element ładnej okolicy nie mógł choćby częściowo zrekompensować poczucia bezsiły, beznadziei i rozpaczy jaka mnie ogarniała. Zaprawdę powiadam wam, żenada i beznadzieja prezentowana przez naszą drużynę sięgała swą głębią dna Rowu Filipińskiego, a może nawet Mariańskiego.

Z powodu ograniczonych rozmiarów felietonu niezbędne jest dokonanie bardzo poważnej selekcji naszych osiągnięć. I jakie tu przyjąć kryterium? Początkowo planowałem opisać po jednym przykładzie “ciekawych pomysłów” członków naszej drużyny. Doszedłem jednak do wniosku, że byłoby to rozwiązanie skrajnie niesprawiedliwe, gdyż zupełnie zaburzałoby proporcje, jako że na jeden “ciekawy pomysł” jednego zawodnika przypadało cztery, pięć innego. Potem myślałem, żeby opisać zagrania najbardziej absurdalne, niestety pomysł spalił na panewce. Podczas dokonywania pomiarów stopnia absurdu poszczególnych zagrań, służące do tego celu urządzenie zepsuło się. Po prostu wskazówka błyskawicznie wyskoczyła poza skalę i ułamała się. Najwidoczniej twórcy urządzenia nie przewidzieli, że w III lidze może występować aż takie natężenie nierozumu i bezmyślności. W końcu wymyśliłem. Opiszę jedynie “grubasy”, które nam się przydarzyły. Mam tu na myśli straty powyżej 15imp, gdyż o “drobiazgach” typu -10, -12 nie warto wspominać. Tych było średnio 4 na każdy mecz.

Rozdanie nr 1 – “strzał w okienko”
Obie po:

 
 
 
A10xxx
AKJ10xx
-
xx

 

S
 

 
 
 
QJxxx
-
K10xxx
xxx

Licytacja:

       S (ja) W N E
2 1 x 2 pass 3 1NT 4
pass 3 4 6 pass
4 7 pas 6 8 pass
pass x 9 pass...
  1. systemowa dwukolorówka z co najmniej jedną starszą piątką, przyznaję, że jak na pierwszoręczne popartyjne otwarcie było bardzo agresywne
  2. brak ustaleń u przeciwników, choć prawdopodobnie z kierami
  3. pośpiech wskazany jest tylko przy łapaniu pcheł, pożyjemy zobaczymy, po co mam w ciemno licytować, a może zbiegnie...
  4. albo na młode albo Lebensohl – braku ustaleń ciąg dalszy
  5. najładniejszy kolor... chyba
  6. na razie sprawdźmy, który starszy ma partner
  7. piki i młodszy
  8. aha, piki i trefle, bo kara przecież mają przeciwnicy (poniekąd było w tym sporo prawdy), a jakąś starszą figurę w treflach to partner chyba ma
  9. chyba im się coś popieprzyło

Na wiście AK trefl, K pik za impasem i 500

Niestety partner nie dał się przekonać, że jego licytacja mogłaby być poprowadzona ociupinkę lepiej. Uparcie obstawał przy tym, że nie miałem na otwarcie i nawet argument, że gdybym miał na swój blok

KQJxx
-
AKQJ10
xxx

to szlemik nadal by nie szedł, nie przemawiał do niego.

Rozdanie nr 2 – “przebiegły przeciwnik”

Tym razem, po trochę intuicyjnej licytacji osiągnęliśmy z ręki partnera kontrakt 6H

My po

 

 
 
 
A8xx
KJxx
xx
AKx

 
N (“partner”)

 
 
 
10x
xx
xxxxx
Qxxx
W E     
 
 
QJxx
Qxx
Qxx
Jxx

S (ja)
 

 
 
 
K9x
A10xx
AKJ
xxx

Wist dama pik zabity w ręce asem, król kier i impas damy u wistującego, teraz ściągnięcie ostatniego atuta obrońców (z ręki W wyrzucone karo). W tym momencie, w świetle pierwszego wistu, wygląda, że kontrakt pójdzie. Co się jednak stało. Przejście AC do ręki i mały pik. I tu arcyprzebiegły przeciwnik, duchowy pobratymiec Mahmooda Zia zamiast jak biały człowiek dołożyć dziesiątkę postawił małe. Jednak partner, który zęby zjadł na tej grze nie dał się nabrać na takie sztuczki i bornął pika. Jakżesz wielkie było zaskoczenie, gdy lewę wzięła dziesiątka, będąca z niepojętych powodów na ręce W. Teraz W odszedł w trefla do króla u rozgrywającego. W tym momencie można było zaimpasować karo i dalej wygrać kontrakt. Partner postanowił jednak konsekwentnie zagrać na szansę pikową (podział 3-3) i tym sposobem, mimo trafienia damy atu udało się wykonać efektowną roladkę. Na drugim stole, przeciwnik grający ten sam kontrakt po tym samym wiście i trafieniu damy atu, rozegrał piki tyleż prymitywnie co skutecznie i przyszło zapisać drobne –17.

Rozdanie nr 3 – “palcówka treflowa”

My po

 
 
 
AJxxx
AQxxx
Jx
x

 
N (partner)

 
 
 
Q10xx
-
10xxx
K10xxx
W E     
 
 
xx
Jxx
KQxx
xxxx

 

S ("partner")
 

 
 
 
Kx
K10xxx
Axx
AQJ

Na obu stołach został wylicytowany całkiem rozsądny kontrakt 7H. Na obu stołach padł wist karowy z ręki W. Jak widać przy podziale pików 3-3 kontrakt nie rozgrywa się, w przypadku gorszego podziału niezbędne będzie trafienie króla trefl. Na naszym stole, po sprawdzeniu szansy pikowej, król został zagrany na ekspans, co przy braku innych przesłanek uważam za zagranie rozsądne, gdyż przy nietrafieniu pozwala na przegranie kontraktu bez 1 zamiast bez 2.

A oto co stało się na drugim stole. Po wzięciu pierwszej lewy asem karo, został zagrany król kier i kier do asa. Teraz pik do króla i do asa i przebitka pika w ręce. Sry trochę się rozpędziłem z tym opisem, tak naprawdę to do przebitki w ręce nie doszło, gdyż rozgrywający uznał, nota bene zupełnie słusznie, że zupełnie niecelowe jest podbijanie się atutem na waleta kier, którym obrońca, zapewne z czystej złośliwości, przebił trzeciego pika. Tak więc rozgrywający pozbył się kara, potem na damę karo następnego i już na szczęście nie musiał trafiać palcówki treflowej. W końcu to nie jego wina, że atuty podzieliły się 3-0. Czysty niefart. Niestety przy takim niefarcie nawet najlepszy wirtuoz rozgrywki nie poradzi. Wprawdzie na drugim stole kontrakt został wygrany po zagraniu pierwszego kiera do damy w stole, ale to zapewne było zwykłym przypadkiem. Tym bardziej jeśli wziąć pod uwagę, że było to jedyne wygrane przez przeciwników rozdanie w tej połówce. A to, że z 20impów to już inna historia.

“Rozdanie” nr 4 – “czyli megałyk bez gry”

Myliłby się ten, kto sądziłby, że 20 impów straty jedną decyzją to szczyt naszych możliwości. Tym razem jedną nieprzemyślaną decyzją straciliśmy ok. 28-30 impów. Piszę około, gdyż nie wiem ile to było dokładnie impów, VP za to z pewnością było dokładnie 6. Jeśli ktoś się zastanawia jak to możliwe, zważywszy, że tabela kończy się na 24 impach już śpieszę z wyjaśnieniami. Otóż do takiego wyniku działania jednej osoby to stanowczo za mało. Niezbędna była ścisła, zharmonizowana w czasie i przestrzeni współpraca połowy drużyny, a konkretnie kapitana i dwóch pomagierów. Na II połówkę meczu, który miał być grany po przerwie obiadowej tak się sprytnie umawiali z kapitanem, że każdy z nich zrozumiał, że to ten drugi ma przyjść. I tym sposobem, w ostatecznym rozrachunku to ja musiałem wpędzać się w koszty, brać taksówkę, by w ostatniej chwili, mając 40-minutowe spóźnienie, przystąpić do gry. Nasz zapał do gry został dostrzeżony i doceniony przez sędziego, który opierając się na przepisach wynagrodził go karą w postaci 6VP. I tym oto sposobem wygraliśmy/zremisowaliśmy mecz 15:9

Ufam, że niniejszy felieton, wyjaśnia wątpliwość, z którą na środowym turnieju przyszedł do mnie Wojtek Skrzyszowski i z niekłamaną troską w głosie pytał – jak to jest możliwe, że na turniejach idzie nam z Tadkiem tak dobrze, a na lidze zdarzają się nam takie potknięcia? Kazałbym mu zagrać mecz (z czystego humanitaryzmu i z obawy o jego zdrowie psychiczne tylko jeden, a nie cały kocioł) w dwójkę przeciwko sześciu, a jestem pewien, że już nie zadawałby takich bezsensownych pytań.

Chcę również publicznie podziękować za niewątpliwie szczere, płynące z głębi serca gratulacje, które po ostatnim kotle zewsząd do mnie spływają... ze szczególnym uwzględnieniem drużyny Skawinki.

Reginald Sukiennik (harriett)
[email protected]


[ wyniki ] [ liga ] [ kalendarz ] [ zarząd ] [ klasyfikacja ] [ teksty ]
[ linki ] [ mecenasi ] [ strona główna]