Strona główna Strona główna
Wyniki
Liga
Kalendarz
Zarząd
Klasyfikacja
Teksty
Linki
Napisz do nas
Mecenasi brydza
   

Nasz Jacku Troskliwy
czyli
dlaczego nie mogłem się powstrzymać od napisania repliki

Zanim przejdę do meritum uczciwie przyznam, że z dużą przyjemnością przeczytałem twój tekst. Jest dokładnie taki, jaki lubię i sam preferuję. Napisany językiem z pozoru miłym i życzliwym, a w rzeczywistości zjadliwy i prześmiewczy. Po prostu super!
Tym bardziej, że większość artykułów na tej stronie będących replikami na teksty moje i Tadka jest napisana w formie wybitnie płaczliwej, typu "o ja biedna skrzywdzona niewinność, taka jestem śliczna, mądra i szlachetna, a tu zamiast chwalić i podziwiać to lżą, plwają, szkalują i oczerniają".
Jednak powód napisania tej repliki był zasadniczo inny. Postanowiłem bowiem zmierzyć się z zawartymi w Twoim tekście niedopowiedzeniami, przeinaczeniami i półprawdami. Zważywszy na jego skromne rozmiary, ich ilość zaiste może budzić szacunek.

  1. Zacznijmy od rzeczy najistotniejszej, czyli wydarzeń przy stole. Nie będę się wypowiadał w imieniu Tadka, bo nie wiem co wtedy myślał. Ja w każdym bądź razie w momencie, gdy Basia zapytała (osobiście odniosłem wrażenie, że pytanie było skierowane tylko i wyłącznie do Mirka) ile lew oddała i, wbrew temu co piszesz, uzyskała na nie odpowiedź - fakt że błędną - byłem praktycznie w 100% przekonany, że poprawna odpowiedź brzmi - Dwie lewy. Oczywiście teoretycznie mogłem się mylić i wtedy dopiero byłaby chryja. To jednak tylko teoria, gdyż sam rozgrywając kontrakty staram się nie obciążać partnera, czy też przeciwników zadaniami, które należą do moich obowiązków. To takie trywialne drobiazgi, jak pamiętanie przebiegu licytacji, kontraktu jaki się rozgrywa, ilości lew, które się oddało itp. Niby trywialne, a jednak... Mimo to, przyznaję, może się nasunąć pytanie, dlaczego nie skorygowałem nieprawdy? Oczywiście nie odbieram Ci Jacku prawa twierdzić, że to brak ducha fair play i niedostatki dżentelmenerii. Jednak następna moja wada, obok nieomylności, czyli wybitnie zawyżona samoocena pozwala mi twierdzić, że na tle innych krakowskich graczy nie wypadam pod tym kątem tak zupełnie najgorzej. Fakt, że nie ma się czym chwalić, bo i tło dosyć liche.
     
  2. Co do wspomnianego przez Ciebie, ewentualnego śledztwa, to traktuje to w charakterze żartu. Załóżmy jednak dla potrzeb dyskusji, że takowe śledztwo zostałoby przez Basię wdrożone. Jakie byłyby tego następstwa? Tu, choć robię to niechętnie, bo czytanie wszelkiego rodzaju przepisów i regulaminów jest mi wstrętne, należałoby odwołać się do "zielonej książeczki". Nie będę ukrywał, że korzystałem tu z pomocy wykwalifikowanego sędziego, gdyż sam stawiam ducha prawa przed jego literą, a co za tym idzie znajomość poszczególnych punków przepisów brydżowych jest mi zupełnie obca. Jednak po analizie odnośnych punktów regulaminu, wygląda, że mimo iż działałem intuicyjnie, zachowałem się przy stole całkowicie poprawnie. Co też bowiem mówią przepisy na ten temat?
    42.A.1 Uprawnienie dziadka - do udzielania informacji w obecności sędziego - informacji dotyczących faktu lub przepisu
    Pomijając już kwestię niewezwania sędziego do stołu, to informacja jaką Rozgrywająca chciała uzyskać z pewnością nie mieściła się w powyższym zakresie
    43.A.1.c Ograniczenia dotyczące dziadka - dziadek nie ma prawa brać udziału w grze, ani wypowiadać się na temat rozgrywki w jej trakcie.
    Czy informacja o ilości wziętych lew jest wypowiedzią na temat rozgrywki? Moim zdaniem bez wątpienia tak!
    Wprawdzie powyższe przepisy dotyczą dziadka, a nie obrońców, ale myślę, że można je również zastosować w stosunku do nich. Jak więc widzisz wybór miałem nie łatwy. Albo złamać przepisy, albo wykazać się brakiem dżentelmeterii. Przykro mi, ale nie potrafię wzbudzić w sobie wyrzutów sumienia, że nie złamałem przepisów.
     
  3. Teraz kilka słów odnośnie, jak to zgrabnie ująłeś, "poczucia ekspiacji". Jeśli nie poczułbyś się urażony, to sugerowałbym większą ostrożność w posługiwaniu się zwrotami, których znaczenia nie jest się do końca pewnym. Ja w takich przypadkach korzystam z trzytomowego Słownika języka polskiego pod redakcją Mieczysława Szymczaka. Naprawdę dobra rzecz. Tam też można przeczytać, że ekspiacja to okupienie winy, pokuta, zadośćuczynienie, przebłaganie. Tobie, jak śmiem przypuszczać, chodziło raczej o poczucie winy niż poczucie ekspiacji. Fakt, oba te słowa w jednym stoją domku. Zapewniam Cię jednak, że wina i ekspiacja choć bliskie sobie, to nie to samo! To tyle, jeśli chodzi o tę króciuteńką językową dygresję. Wracając jednak do wspomnianego wyżej poczucia, to może Cię to zaszokuje, ale po prostu go nie mam. Powiem więcej. Gdybym ja z tego powodu miał mieć poczucie winy, to sporą grupę krakowskich brydżystów już dawno temu powinno zagryźć sumienie z powodu czynów jakich zdążyli się dopuścić przy grze w brydża.
     
  4. Jeśli chodzi o nasze bezowocne zmagania z trudnościami w awansie do II ligi, to zupełnie nie dostrzegam tu związku z resztą Twojego artykułu. Domyślam się jednak, dlaczego nie mogłeś się powstrzymać od tego żartobliwego komentarza. Zapewne ubodły Cię moje stwierdzenia z poprzednich artykułów, jakoby poziom II i III ligi niczym się nie różnił. Przykro mi, ale absolutnie się z tego nie wycofuję. Mimo że w II lidze grałem tylko jako jednoroczna efemeryda, był to czas wystarczający, by ocenić średni poziom grających tam zawodników. A powód, że dwukrotnie równie szybko spadliśmy jak awansowaliśmy był tylko i wyłącznie jeden. Była to nasza wybitnie beznadziejna gra, a nie rewelacyjna gra przeciwników. Ponadto trzeba Ci wiedzieć, że było to kilka lat temu, gdy II liga była znacząco mniejsza. Teraz, po jej powiększeniu, to nawet nie chcę myśleć jaki tam jest poziom. W końcu ilość rzadko idzie w parze z jakością.
     
  5. Co do naszych predyspozycji do awansu do II ligi, to najwyraźniej bardzo wybiórczo czytałeś to co wcześniej napisałem. Pozwolę sobie zacytować sam siebie:
    "Napisałbym, że gra w naszym wykonaniu była żenująca, jednak analiza poprzednich tekstów wykazuje, że nadużywam tego słowa. Napiszę więc, że zagraliśmy na właściwym sobie poziomie i będzie to znaczyło to samo. Jednak dziś już się otrząsnąłem po porażce, a nawet dostrzegam jej jasne strony. Zważywszy, że drużyna nie ma sponsora, więc nieawansowanie do II ligi, to bądź co bądź znaczące oszczędności dla naszych kieszeni".
    To mój komentarz na temat gry Dyktatora na ostatnim, decydującym o awansie kotle. Jak więc widzisz nazywam sprawy po imieniu. Nie awansowaliśmy, bo graliśmy źle. Proste. Awansowała drużyna lepsza. A komentarz o sponsorze to nic więcej jak dostrzeżenie szczęścia w nieszczęściu, a nie wytłumaczenie niepowodzenia.
     
    6) Na koniec kwestia zagadkowej damy karo. Dopiero po przeczytaniu Twojego tekstu sprawdziłem oryginalny rozkład i ku mojemu zdziwieniu, damę rzeczywiście posiadał W. Nie zmienia to jednak faktu, że na naszym stole damę karo z pewnością miałem ja. Warto byłoby sprawdzić jak ta sprawa wyglądała na innych stołach, gdyż jeśli tylko u nas wystąpił taki "kwiatek" to rzeczywiście Basia została poszkodowana i mając tę damę, mimo naszej, bezlitośnie obnażonej przez Ciebie, gry unfair, kontraktu nie dałoby się przegrać.
     
    7) Co do podawania kart przed rozgrywką, to kto wie. Mogło się to zdarzyć. Pocieszające jest jedynie to, że chociaż mnie o to nie podejrzewasz. Dziwi Cię skąd wyciągnąłem wniosek, że jestem poza podejrzeniem? To proste. Sugerujesz, że mógł to zrobić jedynie ktoś "życzliwie uprzejmy" Ja, na podstawie analizy Twojego tekstu, mogę siebie spokojnie z tego grona wykluczyć.
     

Reginald Sukiennik
[email protected]


[ wyniki ] [ liga ] [ kalendarz ] [ zarząd ] [ klasyfikacja ] [ teksty ]
[ linki ] [ mecenasi ] [ strona główna]