 |








 |
|
Ligowe zmagania IX
czyli
powrót do Tęgoborzy
Po dwóch latach męczących eskapad do Mielca znów na starych śmieciach.
Próbowałem przeanalizować przyczyny naszego spadku z II ligi, ale w sumie
wyszło mi, że był to spadek zupełnie przypadkowy. Graliśmy równie beznadziejnie
jak w poprzednim sezonie, i o ile wtedy wystarczyło to do awansu do pierwszej
czwórki, teraz zakończyło się eksmisją z Mielca.
Generalnie podtrzymuję tezę o braku znaczących różnic w poziomie gry II
i III ligi, choć z drugiej strony zaobserwowałem również nieprawdopodobne
zdolności adaptacyjne naszej drużyny do poziomu obowiązującego w danej
lidze. Tak jak rok, dwa, trzy lata temu, tak i w tym sezonie idealnie
wpasowaliśmy się w tło. Niczym nie wyróżniamy się na tle innych drużyn
no może za wyjątkiem mniemania o wyjątkowości swojej gry, prezentowanego
przez niektórych z nas. Skoncentrujmy się na wspomnianej wyjątkowości,
gdyż kwestia mniemania jest zbyt delikatna by rozważać ją publicznie.
Rozdań pod tę tezę było bez liku, zatem musiałem dokonać ostrej selekcji.
Ale Tadek wspominał, że też coś napisze.
Na początek pochwalę się dobrą współpracą w parze i znajomością konwencji
strefy szlemowej.
Przyszła wam taka oto mizerna karta:
Q73
QJ1065
10873
8
Przeciwnicy licytują:
E 1 
W 1 
coś tam, coś tam
i po kilku okrążeniach licytacji
7NT z ręki W i kontra partnera wieńcząca
dzieło.
Mając damę pik już przygotowywałem się do zapisania od 200 do nawet 1100
jeśli przeciwnik ma tylko króla i go postawi na damę. Trochę się zdziwiłem,
gdy po wiście wyłożył się taki stół
A10654
K87
A654
J
co nie zmienia faktu, że dzięki kontrze Lightnera wyrobiłem partnerowi
2 lewy w tym kolorze. I już prawie, prawie go mieliśmy (i to nie bez jednej!),
gdyby nie to, że rozgrywający po wiście pokazał karty mówiąc, że bez względu
na pierwszy wist i podziały kolorów ma 13 lew po topach, gdyż miał całkiem
godną rękę:
-
A2
KJ2
AKQ109652
Dociekliwym zostawiam zadanie odtworzenie ręki partnera. Jeśli do tej
pory nie wiedzieliście z czym daje się kontrę Lightnera
to już wiecie.
Kwestia następna to karta konwencyjna. Jak wiadomo trzeba ją mieć. Większość
graczy z naszej drużyny uważa, że mieć kartę to aż nadto. Zapoznanie się
z jej zawartością uważa się za nadmierną ekstrawagancję i marnotrawstwo
cennego czasu. Nawet nie będę się tu rozpisywał o tłumaczeniach wyjaśniających
powody niemożności jej przeglądnięcia w ciągu 3 dni.
W sumie najbardziej kuriozalnie brzmiały te wymówki w ustach Bodka, który
jedną jedyną konwencję licytacyjną po sekwencji 1t-1c/p-2NT opisał na
5 stronach formatu A4, a tu 2 strony KK obejmujące CAŁY system okazały
się lekturą nie do przebrnięcia.
A oto tego efekt.
Po otwarciu partnera 2c (kiery i inny) macie kartę
52
Q4
K2
KQJ10832
Faktem jest, że mogłem spasować 2c, które prawie na pewno zostałyby wygrane.
Postanowiłem jednak sprawdzić system licytując 3t (w KK wyraźnie napisane
SIGN-OFF) i deska utknęła po drugiej stronie. Widać było, że partner
nie ma pojęcia, co znaczy 3t. Znał jednak zasadę "jeśli nie jesteś
pewien co znaczy odzywka partnera NIGDY NIE PASUJ" - 3c. Znowu
ewidentnie powinienem spasować, ale wrodzona ciekawość nie pozwoliła mi
nie sprawdzić, co się stanie po zalicytowaniu 4t. Zbiegło, a partner wyłożył
następującą kartę.
QJ876
AJ10862
108
-
Po wiście karo do asa, ponieważ Kc nie stał, leżałem bez 2. A w zasadzie
leżałbym, gdyby nie to, że przeciwnicy nie ściągnęli jednego topa pikowego
i zmajstrowali fałszywkę w atutach. No i jak w takim momencie uzasadnić
potrzebę nauki systemu, jeśli 2 razy przeniosłem z kontraktu chodzącego
na niechodzący, a przeciwnicy i tak byli w stanie to wypuścić.
Tym razem frapujący problem licytacyjny z drugiego stołu. Przyszła wam
taka karta:
A1043
K5
AQJ63
94
a przeciwnik przed wami otwiera Wilkoszem. Ponieważ kontra obiecuje kiery
na razie pasujecie. Zgodnie z przypuszczeniem drugi z przeciwników licytuje
2c, a otwierający nieoczekiwanie podnosi do 3c. Mimo, że nie jesteście
zachwyceni, uznaliście, że czas zabrać głos. Kontra. Partner licytuje
4t. Teraz dylemat, jaka jest przypuszczalna dystrybucja kolorów młodszych
u partnera, a co za tym idzie, czy spasować, czy przenieść na 4k?
W pomeczowej analizie starły się dwie teorie. Tadka i Kazia.
Tadek: Trefle są znacząco lepsze niż kara, w innym wypadku partner z całą
pewnością zalicytowałby 3NT
Kaziu: Wcale nie na pewno. W parze nie mającej szczegółowych uzgodnień
to o dowolnej parze naszej drużyny! - zalicytowanie 3NT na tym etapie
jest, co najmniej enigmatyczne i może prowadzić do nieszczęścia.
O ile elementarna wiedza brydżowa podpowiada, że Tadek ma 100% racji,
o tyle wieloletnia obserwacja licytacji naszej drużyny (obejmująca również
niejednokrotne pasowanie koloru przeciwnika na wysokości czterech!!!)
zasiewa już bardzo poważną wątpliwość. Kontrujący był zwolennikiem elementarnej
wiedzy brydżowej. Zatem spasował. Niestety -400, gdyż całe rozdanie wyglądało
następująco.
W tym momencie chyba już nawet najmniej spostrzegawczy zauważyli, że to
rozdanie już znamy. Tak, tak, nasza drużyna umiała osiągnąć kontrakt 4t
w tym samym rozdaniu na obu rękach. I to nie w wyniku pasa na splintera,
czy jakichś innych absurdalnych pomyłek, ale w wyniku wyrozumowanej licytacji.
Ponieważ sędzią był Zbyszek Sagan, który zna styl licytacji naszej drużyny,
a nawet przez lata idealnie się do niego dopasowywał, nawet nie próbowaliśmy
go przekonywać, że rozdanie zostało obrócone o 90°.
Na koniec (no prawie na koniec) nie mogę sobie odmówić przyjemności zaprezentowania
stylu licytacji przeciwników. Tym bardziej, że jest to konieczne, by wytłumaczyć
swoją nędzną pozycję w butlerze.
Pierwsze rozdanie kotła, które pokazało, że fortuna nie stoi po mojej
stronie.
Bodek
| |
N (Bodek) |
E |
S (Regi) |
W |
| |
| pas |
1 |
2 |
3 |
| x 1 |
3 |
pas |
4 2 |
| pas |
4 3 |
pas |
6 4 |
| pas |
7 5 |
pas... |
|
1) antykontra
2) W: naturalne, forsujące
E: cue bid na uzgodnionych pikach
3) W: naturalne zgłoszenie drugiego koloru
E: cue bid na uzgodnionych pikach
4) W: propozycja kontraktu
E: o ja pie
piki chyba jednak nie są uzgodnione
5) W: wow, ale mam partnera
E: uciekać od stołu od razu, czy dopiero po rozdaniu???
Po wiście kierowym, rozgrywający przeszedł Ak do stołu, wyekspasował
Ap, karo przebił, dama spadła, kiera wyrzucił i pokazał karty. Uczciwość
wymaga przyznać, że od razu po rozdaniu przeprosił za tę licytację. Ale
wynik został.
Na drugim stole nasi partnerzy dużo łatwiej uzgodnili trefle. Nie oczekiwałem,
że dojdą do szlema. I słusznie. Nie spodziewałem się również, że dojdą
do szlemika. Dzięki temu nie rozczarowałem się. Ponieważ nie miałem napadu
optymizmu, nie przypuszczałem, że osiągną końcówkę. I znów się nie zawiodłem.
Trochę zasmucające było, że nie doszli do 4t. Z drugiej jednak strony
ominęli rafę 2t i wspięli się na wysokość trzech. Można więc powiedzieć,
że na drugim stole rozdanie zakończyło się umiarkowanym sukcesem. Można.
Ale tak nie mówię.
Reginald Sukiennik
[email protected] |
|