Strona główna Strona główna
Wyniki
Liga
Kalendarz
Zarząd
Klasyfikacja
Teksty
Linki
Napisz do nas
Mecenasi brydza
   

Ligowe zmagania 3
czyli
jestem brydżowym kretynem

Skąd to wiem? Zaraz do tego dojdę, ale po kolei.

Człowiek pisze teksty starając się w miarę możliwości zachować rzetelność dziennikarską. Fakt, że od czasu do czasu coś podkoloryzuje, ale zawsze w ten sposób, by nie wykoślawić istoty sprawy. Niestety jak powszechnie wiadomo na świecie żyją ludzie i ludziska. Ci pierwsi podchodzą do tych tekstów ze zrozumieniem. Coś tam się odgryzą, wyciągną ci jakąś głupotę brydżową, którą zrobiłeś 2 lata temu; przy stoliku tylko czyhają, żebyś coś tryknął, ale na tym koniec. Znacznie gorzej jest z tymi drugimi. Ich ego jest rozdęte do rozmiarów balonu Steve`a Fosseta i każdą sugestię podważającą choćby w najmniejszym stopniu ich kompetencje i umiejętności brydżowe traktują jako brutalny atak na podstawy ich egzystencji. Ich reakcje są dwubiegunowe. Pierwsi traktują cię wzgardliwym milczeniem i zachowują się jak gdybyśmy nigdy nie zostali sobie przedstawieni. Ci drudzy... i tu właśnie przechodzimy do podtytułu niniejszego felietonu.

Był piękny sobotni ranek. Pierwsi wędkarze wyruszali na połów na zamarzniętym Jeziorze Rożnowskim. Promienie zimowego słońca odbijały się na lodowej pokrywie jeziora. No powiedzmy odbijałyby się, gdyby ta nie była przykryta śniegiem. Po prostu chciało się żyć. Jedyne, czego człowiek żałował to tego, że zamiast szusować gdzieś na stoku to znowu zmarnuje weekend na tę bezsensowną grę. Ledwie przekroczyłem bramkę ośrodka w Bartkowej, gdzie odbywał się zjazd i nie spodziewając się niczego złego szedłem załatwić formalności meldunkowe, a tu niespodziewanie spośród zasp i iglastego młodniaka wyskoczyła groźna postać. Tocząc pianę, z wrzaskiem na ustach skierowała się w moim kierunku. Będąc świeżo pod wrażeniem II części Władcy Pierścieni, pomyślałem - ani chybi troll - i już w przypływie paniki chciałem rzucić się do ucieczki. W ostatniej chwili rozpoznałem jednak szlachetną postać kolegi G. Dzięki temu, że powstrzymałem chęć czmychnięcia dowiedziałem się o sobie wielu ciekawych rzeczy. To, że jestem brydżowym kretynem było jedynym nadającym się do zacytowania epitetem. Wszystkie pozostałe powszechnie uważa się za obelżywe i będąc osobą, która liznęła odrobinę kultury nie będę ich tu przytaczał. Prócz intelektualnego absmaku, który odczułem po tym słownym wymiocie, miałem również odrobinę satysfakcji, że człowiek nie pisze w próżnię, lecz jego teksty trafiają pod strzechy.

Wróćmy jednak do kwestii brydżowych. Otóż w Bartkowej spotkaliśmy również kolegę Tomka Radko. Zamierzam wyrazić tu publicznie bardzo poważne pretensje wobec niego. Stwierdził bowiem, że nie rozumie powodu, dla którego nasza drużyna zjawiła się na kotle. Chodzi o to, że ponoć od przyszłego sezonu Zarząd PZBS, chcąc ściągnąć, z generalnie biednej braci brydżowej, jeszcze większe pieniądze (jakby tego co płacimy było za mało) zamierza po raz kolejny rozbudować ligę. Tym razem do rozmiarów wręcz gargantuicznych. Dawniej gra w III lidze dla graczy, powiedzmy średniej klasy, była jakiegoś rodzaju nobilitacją i stwierdzenie – gram w III lidze – to już było coś. Teraz, po kolejnych “reformach” to już prawie cały Kraków będzie grał w III lidze, a mniejsze ośrodki, to chyba w ogóle zlikwidują niższe klasy rozgrywkowe.

Znowu się rozgadałem, ale nie mogłem się powstrzymać, żeby nie powiedzieć co sądzę o polityce Związku, który myśli jedynie o ściąganiu kasy. Pomijając jednak absurdalność tego rozwiązania, najwyraźniej nasza drużyna wzięła sobie słowa Tomka do serca i uznając, że jeśli nikt nie spada, to nie ma powodu dla nadmiernego wysiłku intelektualnego i wróciła do właściwego sobie stylu, czy też raczej jego braku. Normalną grą na naszym stole praktycznie nie było szansy osiągnąć jakiegokolwiek zysku, bo nawet rozdania, które zdawały się być 100% zyskiem, nie były nim. Jako przykład (wcale nie odosobniony) podam 2 rozdania, które nastąpiły kolejno po sobie.

Obie przed

 
 
 
Qx
AKTxx
5
AKQxx

 

 
 
 
Kxx
Qx
AK64
Txxx 
E    
 
 
ATxx
Jxx
J83
Jxx

S  
 

 
 
 
Jxxx
xxx
QT972
x

 

       My Przeciwnik My Przeciwnik
1 pass  2 pass
2 * pass 3 ** pass
4 pass...

*) co najmniej inwit, generalnie powinien być od wartości. W tym jednak wypadku Tadek zdecydował się na inwit blefowy, by utrudnić przeciwnikom oddanie wistu w pika, a ten jak widać praktycznie od razu obkładał końcówkę.

**) tylko 3HCP - karta, z którą można również spasować 1H (u nas limitowane do 22HCP), więc mimo 4 pików z przyczyn oczywistych inwitu nie przyjąłem

Wist naturalny 8D

Ze stołu 9 zabita królem. Z powodu krzywego wistu (przeciwnik powinien zawistować 3D) jego partner uznał, że może on mieć max dubla w karach i próbował ściągnąć asa.

Po tym odwiście 11 lew stało się bezproblemowe.

       Przeciwnik My Przeciwnik My
1 pass  2 pass
2 * pass 3 pass
4 pass...

*) Przeciwnicy grali wspólnym językiem

Wist odmienny 8D

Komentarz jw. – słowa “może on mieć max dubla” zastąp “musi mieć singla” Po prostu błyskotliwa analiza zwana również “bodziówką” doprowadziła naszego zawodnika do konstatacji, że jego partner ma prawie zerową kartę i tylko przebitka daje jakiekolwiek szanse na obkładkę.

Bezpośrednio po tym rozdaniu przyszło takie oto następne

NS po

 
 
 
J
KJx
AKTxxx
AKx

 

 
 
 
Txxxxx
x
xx
Jxxx
 
 
 
AKxx
A9xx
xx
QTx

S  
 

 
 
 
Qx
QTxxx
QJx
xxx

Na naszym stole po dwustronnej licytacji osiągnęliśmy 5D, które przeciwnicy postanowili bronić za pomocą 5S za 300. Na pierwszy rzut oka wyglądało to całkiem przyzwoicie, bo 5D okłada się na przebitce, a 5H jest zupełnie bez szans. Pozornie. Ten to właśnie kontrakt był grany z kontrą na drugim stole. Po wiście treflowym zabitym asem rozgrywający zagrał króla kier, a po przepuszczeniu powtórzył waletem. Teraz obrońca zabił nie czujnie tę lewę asem. Rozdanie było jeszcze do uratowania – wystarczyło zagrać trefla. Niestety nastąpił odwist A, K pik i 850 stało się faktem. I tym sposobem 11impów w plecy.

Rozdań tego typu było bez liku, a łączny wynik z kotła (–3) świadczy tylko i wyłącznie o żenującym poziomie, jaki tam panuje. Pomyślcie więc, co się tam będzie działo gdy rozbudujemy ligę jeszcze bardziej.

W drodze powrotnej do Krakowa zawodnicy naszej drużyny starali się zdiagnozować powody naszego “słabego” występu. Przysłuchiwałem się tej dyskusji z coraz bardziej rosnącym zdumieniem. Z dyskusji wynikało bowiem, że głównym powodem, choć nie jedynym, słabego wyniku był nie mniej ni więcej tylko prześladujący nas pech i zwierzęcy fart przeciwników. Nie chciałem włączać się do dyskusji, choć mógłbym przytoczyć rozdanie, które świadczyło o czymś zupełnie przeciwnym. Niestety równocześnie potwierdzałoby ono tezę zawartą w tytule felietonu, a zarazem byłoby dowodem na mój brak zaufania wobec licytacji partnera. Jeśli już jednak o tym wspomniałem, to całe rozdanie wyglądało następująco.

Obie po

 
 
 
KT8xxx
xx
ATxx
x

 

Zbyszek

 
 
 
Q9
AQTx
Qxx
KQTxx
E  
 
 
 
 
Ax
xxxx
KJx
xxxxx

S  Ja
  

 
 
 
Jxx
KJxx
xxx
AJ

Licytacja:

       Zbyszek Przeciwnik Ja Przeciwnik
1NT
x1 pass  2 2 x
xx3 pass 2 x
pass pass pass???4
  1. trefle lub dwukolorówka bez trefli – trochę cienka jak na założenia popartyjne, ale w końcu nie po to jedzie się 100 kilometrów żeby pasować
  2. do długości
  3. nie pamiętałem, żebyśmy ustalali znaczenie rekontry w tej pozycji, co nie zmienia faktu, że jest absolutnie logicznym, iż powinna ona oznaczać, że kolor wyższy jest lepszy (a może nawet zdecydowanie lepszy). Tak po prawdzie to miałem taki przebłysk, ale szybko go stłamsiłem zupełnie nie doceniając partnera.
  4. Taki już ze mnie brydżowy kretyn

Wist blotka karo. Na pierwszy rzut oka wyglądało, że przy liczeniu wyników rozsądnie będzie oddalić się na bezpieczną odległość. Jednak każda następna lewa zdecydowanie poprawiała moje samopoczucie. Po wzięciu pierwszej lewy na dziewiątkę przeciwnik kontynuował kara do damy i asa w dziadku. Teraz próbowałem dojść do ręki zagrywając kiera do waleta; niestety zabitego damą. Przeciwnik z uporem godnym lepszej sprawy znów zagrał w atu. Drugi z przeciwników po wzięciu lewy na króla, jako że nie miał już kar zmienił atak na trefle. Wziąłem tę lewę asem i zagrałem waleta pik. By nie utrudniać mi życia “przeciwnik” nadbił go damą, ja królem i w sumie lewę wziął as. Teraz treflem pozbawiono mnie ostatniego atuta, lecz już na wszystko było za późno, bo piki dzieliły się 2-2. Końcowy wynik +180 nie był jakąś nadzwyczajną rewelacją, gdyż przyniósł jedynie 2 impy zysku. Ale powiedzmy sobie szczerze, czy po takim rozdaniu można mówić o pechu? Po tym rozdaniu, jeśli ktoś może mówić o pechu, to tylko i wyłącznie przeciwnicy. Gdybym był złośliwy mógłbym napisać, że pech nie miał tu nic do rzeczy, a jedynie brak elementarnych umiejętności. Ale ponieważ złośliwy nie jestem, więc będę się trzymał wersji z pechem.

Podsumowując kocioł, mimo dramatycznej gry udało nam się jeszcze awansować o 1 miejsce. Już naprawdę nie wiem, co mamy robić, by spaść. Myślę, ze to jest po prostu niemożliwe, bo nawet, jeśli zlecimy w tabeli na szary koniec, to i tak Zarząd Główny wymyśli jakąś “reformę” i nie pozwoli obsunąć się nam do okręgówki. Co najwyżej okręgówka przyjdzie do nas, bo w naszej III lidze będą już grały tylko i wyłącznie drużyny z Krakowa.

 

Reginald Sukiennik 
[email protected]


[ wyniki ] [ liga ] [ kalendarz ] [ zarząd ] [ klasyfikacja ] [ teksty ]
[ linki ] [ mecenasi ] [ strona główna]