Strona główna Strona główna
Wyniki
Liga
Kalendarz
Zarząd
Klasyfikacja
Teksty
Linki
Napisz do nas
Mecenasi brydza
   

Mistrzostwa Polski
czyli
są ważniejsze sprawy niż wyjazd do Menton

Naprawdę jechałem do Warszawy z silną wolą dobrej gry. Jednak na miejscu zorientowałem się, że wyjazd do Menton kolidowałby z wypadem na żagle na Solinę, a gdzie tu porównywać jakieś tam Menton, na jakimś tam Lazurowym Wybrzeżu z cudownym żeglowaniem po Solinie. Tak więc nie chcąc zdobywać nagrody, której nie mógłbym wykorzystać (no chyba, że można by ją odsprzedać), moja gra była taka jaka była. Tak gdzieś na pograniczu między złą a beznadziejną. Jajek naznosiłem takie mnóstwo, że z powodu ograniczonych rozmiarów tego felietonu, zdecydowałem się całkowicie je pominąć, bo w takim natłoku bogactwa nie wiedziałbym, które wyróżnić. Skoncentruję się zatem na rozdaniach udanych, bo i tych było trochę. Nie można powiedzieć, że wyjazd był jedną wielką porażką. W końcu do awansu brakło nie tak wiele. Ze 2 pełne obroty mniej (na 80 rozdań) i gralibyśmy w finale. Czy tam coś ugralibyśmy, to już zupełnie inna historia. Jednak co finał to finał. Zanim jednak przejdę do opisu gry kilka słów o samym turnieju.

Ten zorganizowany był doskonale. Pewnie dla graczy z innych części Polski takie rzeczy jak punktualne rozpoczynanie sesji, czy pełna dokumentacja są sprawami oczywistymi i nie wartymi uwagi. Jednak w Krakowie człowiek dopiero z wolna jest do tego przyzwyczajany i po latach wpadek ciągle jeszcze traktuje to jako ewenement, a nie normę. Choć trzeba przyznać, że ostatnimi czasy obserwuje się bardzo znaczącą poprawę. Nie byłbym jednak sobą, gdybym się do czegoś nie doczepił. Uważam otóż, że sposób grania eliminacji nie był zbyt poprawny. Chodzi mi o to, że 150 zgłoszonych par, rozłożono na 3 koszyki po 50 par, a potem każdy koszyk został podzielony na 10 grup po 5 par (jedna bardzo silna, druga silna itd.) i te grały – jedynie między sobą!!! – wszystkie 8 sesji. Uważam to za nie najszczęśliwsze rozwiązanie, bo w ten sposób zamiast jednego turnieju grane były trzy miniturnieje po 50 par każdy. Nie miałbym do tego zastrzeżeń, gdyby nie to, że w mojej subiektywnej ocenie, rozstawienie zostało przeprowadzone nie do końca poprawnie, a przecież docieranie do końca to kluczowa sprawa w męskich sportach. Chodzi bowiem o to, że wszystkie pary zostały uszeregowane według rankingu, a potem przyporządkowywane do kolejnych grup. Najpierw na pozycję pierwszą w grupie A, potem B itd., potem tak samo z pozycją drugą itd. Jednak taki sposób rozstawiania powodował, że grupa pierwsza była silniejsza, niż jakaś grupa ze środka stawki i zdecydowanie silniejsza niż grupa ostatnia. (średnie WK pary z pierwszej grupy było o 1,0 i o 1,76 wyższe od średniego WK z grupy drugiej i trzeciej) Oczywiście to tylko statystyka, bo sam ranking jeszcze o niczym nie decyduje. Niemniej uważam to za pewien błąd. Nie chciałbym jednak, by ktoś odczytał to jako moją pretensję do organizatorów. To, że nie awansowaliśmy do finału, nie było spowodowane rozstawieniem w teoretycznie najsilniejszej pięćdziesiątce ale moją słabą grą. I jeszcze jedna, w sumie humorystyczna, wpadka organizatorów. Przed rozpoczęciem gry sędziowie poprosili graczy, by niektórzy z nich dołożyli sobie dodatkowe krzesło. Okazało się bowiem, że rozstawione na sali “plastiki” przewidziane były dla sportowców startujących w innych dyscyplinach – dżokejów, sterników ósemek wioślarskich, skoczków narciarskich. Natomiast pod co masywniejszymi brydżystami rozpadały się one niczym projekty podatkowe Grzegorza Kołodki.

Przejdźmy jednak do rozdań. Na początku trzeciej sesji trafiliśmy na naszych ulubionych przeciwników. Tarnowską parę mikstową Wajdowicz-Hycnar (nota bene późniejszych zwycięzców turnieju pocieszenia – gratulacje!!!). Oj nie mają ci oni do nas szczęścia.

Sesja 3 – rozd. Nr 5 – Szlemik na impasie
NS po

 
 
 
10963
A10
K10965
K5

 
Biernat 

 
 
 
Q2
QJ96542
42
103
   W
   Hycnar 
E
Wajdowicz  
 
 
 
K754
873
AJ73
J9

S  
Sukiennik
 

 
 
 
AJ8
K
Q8
AQ87642

 

       Biernat Wajdowicz Sukiennik Hycnar
 
pass pass 1 2
3 NT pass 4 pass
4 pass 4 pass
5 pass

6

 pass...

Szlemik trochę cienki, ale u nas w parze z Tadkiem już tak jest, że jeśli jeden zdecyduje się zagrać szlemika, to już nic nie jest w stanie go powstrzymać (włącznie z partnerem; steruje się licytacją tak, by partner nie mam okazji spasować za nisko). I bynajmniej to nie to rozdanie jest sztandarowym przykładem na potwierdzenie tej tezy. Ten szlemik był, relatywnie rzecz biorąc, baaaardzo poprawny.

Po wiście w kiera kontrakt już szedł jeśli zagra się na podział atutów 2-2 i kar 3-3 – razem 14,5% (w sumie trochę więcej - 21%, bo jeszcze podział kar 4-2 z drugim waletem) Uznałem jednak, że banalny impas waleta karo, to znacznie większa szansa. Dlatego zagrałem damę karo, a po jej zabiciu i odejściu w pika zabiłem go asem i zacząłem ściągać atuty, wyrzuciwszy uprzednio przebiegle waleta pik na asa kier. Teraz Andrzej w pierwszej kolejności wyrzucił kara, by ułatwić partnerce rozliczenie rąk. Nie będę ukrywał, że poważnie mnie to zmartwiło, bo wyglądało, że przyjdzie polec. Ponieważ jednak nie takie kontrakty już się wygrywało, z kamienną miną kontynuowałem ściąganie atutów. W trzykartowej końcówce na stole pozostały dwa kara i 9 pik. Teraz na ostatniego trefla pozbyłem się ze stołu pika, a Renatka z chytrą miną wyrzuciła blotkę karo, ściskając do końca króla pika niczym małpa orzech, jak to kiedyś zgrabnie ujął Hans. Ponieważ jednak było to już karo dwunaste, trafienie waleta nie nastręczało już nadmiernych trudności. Szlemik stał się faktem i zapisaliśmy 98,65% zamiast 3,4% po swojej stronie.

Szansa na odgrywkę przyszła już w następnym rozdaniu.

Sesja 3 – rozd. Nr 6 – Nieoczekiwane następstwa kontry Lightnera
EW po

 
 
 
AK9853
QJ7
3
Q92

 
Biernat 

 
 
 
J10642
A10
J9
A1043
   W
   Hycnar 
E
Wajdowicz  
 
 
 
-
K932
AKQ82
KJ85

S  
Sukiennik
 

 
 
 
Q7
8654
107654
76

 

      

 

Biernat Wajdowicz Sukiennik Hycnar
 
  1 pass 1
pass1 2 pass 3
pass2 3 NT pass pass
x3 4 4 pass5 pass6
pass7      
  1. próbują się odbić na zajeździe?
  2. już sam nie wiem
  3. na wszelki wypadek, gdyby mnie jednak zajeżdżali, nie zaszkodzi dać Lightnera
  4. z Tadkiem nie ma żartów
  5. uciekli, trudno, inaczej nie trafiłbym wistu
  6. no to się nam upiekło
  7. no to się im upiekło

Wist – dama pik. Po ładnej i schludnej rozgrywce 12 lew i 170 dla przeciwników, co znów dało nam 95,20% zamiast 8,9% za -950. Po tym stole Renatka stwierdziła, że to nie jest w porządku. Dwa razy klienci chcieli się przystawić i dwa razy wzięli maksa. Ale tak to już w brydżu bywa. Chcesz dogodzić przeciwnikom, a ci robią wszystko, aby cię nie ukrzywdzić.

Czasem bywa też odwrotnie. Przeciwnik robi wszystko by cię ukrzywdzić, a koniec końców ci dogodzi. Tak też i było z jednym z kolejnych przeciwników, znanym już stałym czytelnikom, słynnym internacjonałem Pilchem.

Sesja 5 – rozd. Nr 2 – Skrajna niesprawiedliwość
Obie po

 
 
 
2
J10983
Q6
AKQJ3

 
Sukiennik

 
 
 
Q98763
A4
1095
104
   W
   Papierniak 
E
Pilch  
 
 
 
1053
52
J8742
652

S  
Biernat
 

 
 
 
AKJ
KQ76
AK3
987

 

      

 

Sukiennik Pilch Biernat Papierniak
 
  pass 1 2
3 pass 4 NT pass
5 5 x pass...

Zważywszy na założenia, Tomek, w swoim mniemaniu, zupełnie bezpiecznie zainterweniował 5S. Tadek zliczył jednak nasze potencjalne lewy i wyszło mu, że warto podjąć ryzyko. Okrutnie mi się ta kontra nie spodobała, jednak ponieważ liczenie Tadka trwało dłuższą chwilę, nie mogłem jej wynieść, bo z pewnością spotkałoby się to z zarzutem przeciwników, iż namysł Tadka jednoznacznie wskazywał, że szlemik wchodzi w rachubę i dwa asy nie jadą po górze. Tak więc spasowałem. Jednak po wiście kierowym, szybko skasowaliśmy wszystkie należne nam lewy bokiem, zapuściliśmy Tomka treflem do stołu i musieliśmy wziąć jeszcze 3 lewy atutowe. Zapis 1700 dał nam 99,32%. Ponieważ było to dla nas ostatnie rozdanie w sesji, Pilchu długo siedział przy stole wpatrzony w kontrolkę, smutny niczym Marek Pol po głosowaniu nad winietami i żalił się przechodzącym po kolei arcymistrzom, jaka to przykrość go spotkała, a każdy z nich zalewał się rzewnymi łzami na widok tak jawnej niesprawiedliwości

Były jednak i rozdania, w których braliśmy przyzwoite zapisy dzięki swojej dobrej grze.

Sesja 6 – rozd. Nr 2 – Nieskuteczny blef
NS po

 
 
 
AKQ2
K962
42
AKJ

 
Sukiennik

 
 
 
43
AQJ7543
5
Q75
   W   E    
 
 
10
108
J1097
1098642

S  
Biernat
 

 
 
 
J98765
-
AKQ863
3

 

      

 

Biernat W Sukiennik E
 
1 1 2 2 3 3 5 4
x5 5 6 x7 pass
6 !8 pass  7 9 pass...
  1. oczek nie za wiele, ale ten układ
  2. pików już im nie zajmę, ale kara owszem
  3. na razie sforsuję, a potem się zobaczy
  4. ha! ale ich zablokowałem
  5. ja wam dać blefować
  6. chyba pora się ujawnić
  7. na razie dam laskę i zobaczę co powie partner
  8. renons renonsem, ale tych oczek to trochę mało i jeszcze atuty takie mizerne
  9. z takimi lichymi atutami, to musi mieć 2 asy, albo renons, żeby samemu golnąć szlemika.

Tadek wprawdzie sobie zarzucał, że zalicytował 6S zamiast 6H, jednak moim zdaniem takie bezceremonialne ciągnięcie do szlema, z co by jednak nie mówić, dość nędznymi atutami, byłoby chyba nadmiarem optymizmu.

Rozgrywka była już bezproblemowa i smakowite 2210 dało 83,32%

W siódmej sesji przyszło rozdanie, które mimo że dało tylko 60%, a niektórzy gracze uznali, że znacząco przesadziłem z postawą fair play, uznałem za warte przytoczenia. Choćby po to, by usłyszeć opinię innych, czy moja decyzja nie była na wyrost. Niezbędne jest tu opisanie całego kontekstu zdarzenia.

W 3 rundzie 7 sesji przyszła do nas para Bizoń-Kowalski. W rozdaniu nr 10 po licytacji

      

 

Biernat Kowalski Sukiennik Bizoń
 
      1
pass  1 2 2
pass  3   pass 4
pass pass pass  

i wiście xT Piotrek wziął się za rozgrywkę. Mniej więcej w okolicach 4-5 lewy do stołu przyszedł sędzia, obejrzał moje karty i polecił włożyć rozdanie do pudełka wpisując obu parom 60%. Nie oglądając rąk przeciwników schowaliśmy karty. Piotrek stwierdził, że mimo niesprzyjającego podziału atutów (4-0) wziąłby bezproblemowe 11 lew. O ile dobrze zrozumiałem, rozdanie to zostało skasowane z powodu błędnego powielenia przez maszynę. Dwie rundy po tym zdarzeniu, przed ostatnią rundą tej sesji, gracz podając pudełka na nasz stół, stwierdził że rozdania nr 4 mamy nie grać. Na to stwierdzenie sędzia, który przypadkowo stał obok, zareagował i powiedział, że mamy je grać, a gdyby wydało się nam znajome wezwać go. Wyglądało ono następująco.

Sesja 7 – rozd. Nr 4 – Błąd maszyny

Obie po

 
 
 
962
K874
Q1072
43

 

 
 
 
AKQ4
AQJ952
8
76
   W    Biernat
  
E
Sukiennik  
 
 
 
1085
1063
6543
AK2

S  
 

 
 
 
J73
-
AK97
QJ10985

Licytacja* 

      

 

N Sukiennik S Biernat
 
    1 x
1   pass 2 2
pass 2 pass 3
pass 4 pass pass
x pass pass pass

Mając w pamięci komentarz sędziego starałem się przypomnieć sobie czy już miałem taką kartę, lub też zdarzyła się już taka licytacja. Pod koniec licytacji miałem pewien przebłysk, że już gdzieś tę rękę widziałem, ale nie byłem pewien. Dopiero w trakcie rozgrywki, gdy po wiście treflowym i zabiciu go asem w stole, na zagranego kiera gracz S nie dołożył zyskałem pewność, że znam już to rozdanie, o czym poinformowałem pozostałych graczy i wynik został uśredniony. W ten sposób przepadł nam maks, a partner stwierdził, że przecież do kontraktu doszliśmy w sposób uczciwy (licytacja przebiegała zupełnie inaczej niż u pary Bizoń-Kowalski), a przeciwnik dał kontrę na własną odpowiedzialność.

*) Mimo, że było to to samo rozdanie przebiegało ono inaczej z dwóch powodów – inny system licytacyjny i inny otwierający.

W ten sposób “uciekło” parę oczek. Potem w ostatniej sesji przeciwnicy wygrali popartyjną częściówkę z kontrą na 3 impasach i cieniuteńką końcówkę (również z kontrą) i tym oto sposobem niedzielę mogliśmy spędzić w sposób ciekawszy niż wysiadując w PKiN. Jak już jednak wspomniałem, nie mam pretensji do losu, bo byłoby wręcz niesprawiedliwością, gdybym po takiej grze jaką prezentowałem awansował do finału.

Reginald Sukiennik 
[email protected]


[ wyniki ] [ liga ] [ kalendarz ] [ zarząd ] [ klasyfikacja ] [ teksty ]
[ linki ] [ mecenasi ] [ strona główna]