 |








 |
|
Źle się dzieje w państwie duńskim
"Zeznania" Tadka Rejdycha są rzeczywistym i bardzo smutnym
obrazem naszej krakowskiej rzeczywistości brydżowej. Przoduje w tej skrzeczącej
rzeczywistości turniej z Długiej.
Na mój gust, takie zjawiska jak odmowa gry całej pary, czy odmowa gry
jednego zawodnika w danej parze zdarzają się na Długiej zbyt często. Sam
byłem świadkiem kilku takich zdarzeń. Po części jest to wina wygórowanych
opinii o poziomie swojej własnej gry niektórych zawodników, którzy w wyniku
słabej gry (najczęściej oczywiście partnera, bo jakże by inaczej) zajmują
końcowe miejsca w decydującej fazie turnieju. W związku z tym, że często
idzie to w parze z lekko podwyższonym procentem alkoholu, nerwy im puszczają,
słownictwo robi się nieco, rzekłbym, podwórkowe, a i głośność wyraźnie
wzrasta.
Niestety, wina w dużej mierze obciąża też sędziego. Przemiły na co dzień,
co podkreślam za Tadkiem Rejdychem, Przemek jako sędzia wykazuje dramatycznie
mało zdecydowania i stanowczości w werdyktach. Swój udział w tych zjawiskach
ma też słabość naszego krakowskiego związku, który od dłuższego czasu
nie może dochować się sprawnie działającej struktury, mogącej uporać się
z tymi nieprzyjemnymi problemami, a także czytelnych procedur.
Teraz parę słów o konkretnym problemie. Każdy z nas ma swoje opinie o większości
zawodników. Kto ma tendencje do faulowania, świadomego lub podświadomego,
a kto tych wad jest pozbawiony. Sfaulować można, to normalne, to w każdym
sporcie się zdarza, po to jest sędzia, żeby sprawy rozsądzał. Każdemu
faul może się zdarzyć, gorzej jak te faule zdarzają się za często. Inna
sprawa, że wysuwanie zarzutów, iż ktoś tam chwilę myślał przy dokładaniu
blotki z 4 blotek (z argumentem - bo jak by nie myślał to miałbym szansę
trafić singlowego króla za ręką) jest jakimś idiotyzmem - delikatnie mówiąc.
Zagranie z góry na złapanie singlowego króla (przy 8 kartach rozłożonych
4:4), bez żadnych informacji z licytacji i żadnych przesłanek z rozgrywki,
jest zagraniem możliwym, to fakt, ale głównie wtedy jak się zajrzy przeciwnikowi
w karty, bo tak normalnie to raczej nie?.
Ale nie może być tak, że po niekorzystnym werdykcie sędziowskim, zawodnik
obrażony na cały świat stwierdza, że na tych przeciwników będzie grał,
a na tych nie!? To jakiś absurd. Przyznanie 35% czy 40 % za odmowę gry
przy stoliku, z argumentacją gracza "bo ten pan mi się nie podoba"
jest rozstrzygnięciem kuriozalnym, na mój gust wystawia mierne świadectwo
sędziemu. Wynik 0% byłby całkiem na miejscu, bo niestety minusów nie ma.
W piłce nożnej za walkowera jest 3:0 i dalsze konsekwencje, a u nas
co!? Rozumiem odmowę gry na ludzi zachowujących się po chamsku, lub będących
pod wyraźnym "wpływem", ale to są jedyne przypadki. Takich ludzi
sędzia powinien usuwać z turnieju, tak żeby innych nie narażać na kontakt
z chamstwem i nie bójmy się tego słowa - pijakami.
Sądzę też, że organizator komercyjnej w końcu imprezy odpowiada za porządek
i w razie takiej "wyższej" konieczności aktywnie wspomóc sędziego.
Brak wyraźnych i zdecydowanych akcji sędziowskich, w dłuższym dystansie
powoduje obniżenie frekwencji, a z czasem zanik turnieju do paru stołów,
bo normalni ludzie przychodzą pograć, a nie wysłuchiwać chamskich komentarzy,
czy wrzasków słyszalnych na drugiej ulicy. Ci normalni lubią też za swoje
pieniądze grać, a nie otrzymywać średnią, tylko z tego powodu, że jakiś
zawodnik ma na ich tle wydumane fobie, czy ukryte kompleksy, lub ewentualnie
"gwiazdorski temperament". Sądzę, że przykład turnieju czwartkowego
w "Świniarni", który miał całkiem sporą "widownię",
a po pewnym czasie uwiądł, powinien być dla organizatora czytelnym ostrzeżeniem.
Na koniec wyrażę się o parze Rejdych - Gałka, parze zresztą, wg. moich
obserwacji nie grającej często ze sobą. Gram już w brydża sportowego ładnych
kilkanaście, że nie powiem kilkadziesiąt lat i obu tych panów znam nieźle,
bo obaj już dość długo funkcjonują w naszym światku. I muszę z całym przekonaniem
stwierdzić, że byliby na szarym końcu listy faulowiczów, gdybym taką listę
sporządzał. A nawet powiem więcej, sądzę, że w ogóle by się na niej nie
zmieścili. To tyle jeśli chodzi o "świadectwo moralności".
Miło mi będzie usłyszeć jakieś głosy w tej smutnej materii.
Z brydżowym pozdrowieniem.
Tadeusz Biernat
e-mail: [email protected]
|
|