Strona główna Strona główna
Wyniki
Liga
Kalendarz
Zarząd
Klasyfikacja
Teksty
Linki
Napisz do nas
Mecenasi brydza
   


NARESZCIE POLEMIKA!! Odpowiedź dla Konrada

Doznałem uczuć mieszanych. Ogarnęła mnie radość ogromna i szczęśliwość wielka, że ktoś w końcu zadał sobie tyle trudu, żeby przeczytać mój krótki tekst i odpisać i to bez wielkiej przesady kilka razy więcej. Strasznie mnie te uczucia rozpierały, a że wnętrze mam obszerne więc mościły się dosyć długo i umościłyby się tam na dobre gdyby nie lekki cień melancholii, który zaczął przezierać spoza tych oparów szczęśliwości.
No bo cóż to za polemika gdy na koniec mój Wielce Szanowny Oponent, przyznaje, że sam faktycznie nie powtórzył by decyzji sędziego i nie uznał racji kol. Kazka mimo, że wcześniej cytuje paragrafy i rozdziały.
Ba, ale zanim dotarłem do końca polemiki Konrada, musiałem przeczytać wszystko. Oczy przecierałem ze zdumienia, czytając ilu to ja bezeceństw dopuściłem w tym jednym krótkim artykule.
A to brak staranności w zbieraniu materiałów, jakbym nie przymierzając prowadził dziennikarskie śledztwo a'la Adam Michnik w sprawie Rywina. Tyle, że wtedy artykuł ukazałby się gdzieś tak w marcu 2004, a wtedy kto wie czy Przemek nie będzie zajmował jakiegoś eksponowanego stanowiska w gremium sędziowskim i kto wie czy możliwa będzie krytyka "oficjalnego sędziego". Przerabialiśmy już to i teraz piszę na tempa zaraz posyłając do Agnieszki, może nie będzie cenzury :)
A to znowu uwagi o brak dokumentacji, oparcia w paragrafach, dotarcia do szczegółów, wyjaśnienia sprzecznych zeznań, szczegółowej analizy, gdy wszyscy wiemy, iż Komisja d/s. Rywina jest jedna i jeden jest niepowtarzalny i genialny logik Jan Maria Rokita. A gdzie mnie do niego. Już nie mówiąc o tym, że brak mi sztabu sekretarek do protokołowania i praktyki policyjnej do spisywania zeznań. Dodam tylko dla jasności sprawy, że oprócz relacji Jurka D. potwierdziłem sprawę u sędziego, to chyba zadowoli Twoje, Konradzie ambicje śledcze.
Piszę tak jak mi serce i rozum dyktuje, słowami których lubię używać i które nie tylko mnie się podobają i nie ukrywam -nie mam zamiaru tego zmieniać, nawet gdyby W.Sz. Oponent zagroził mi karami cielesnymi!
Z przepisów czytuję (to już onegdaj pisałem) spis treści i okładkę. Po reprymendzie jaką dostałem swego czasu od kolegi M.K., do poduszki próbuję się wgłębić w niektóre rozdziały, tyle, że na ogół kończy się na pierwszym paragrafie, później zasypiam. To plus kilkuletnia praktyka zawodnicza, a także, nie będę tego ukrywał, w wątpliwych przypadkach konsultacje z autorytetami pozwalają mi prezentować swoje opinie i zapewniam niełatwo ze swoich ocen rezygnuję. Ale wcale nie uważam, że nie można, czy nie należy z nimi polemizować. Tylko to pozwoli nam rozwijać naszą dziedzinę, ku zadowoleniu potomnych, a uciesze współczesnych.
Wracając do meritum, wielu zawodników, uważa, że każdy drobny nawet namysł jest już faulem. Niektórzy idą jeszcze dalej i są przekonani, iż Ich własne namysły to normalka, bo brydż to nie zechcyk i ONI to naprawdę mają nad czym myśleć, przeciwnik tymczasem jeśli myśli to tylko z chęcią sfaulowania (w szczególności gdy ma niski współczynnik). Mam wrażenie, że w tej kategorii zmieściłby się bez pudła nasz Kaziu Z. To jest naprawdę bogata dziedzina i na pewno nie da się jej zdefiniować jednozdaniowym przepisem zacytowanym przez mojego W. SZ. Oponenta. W szczególności dotyczą te namysły korzyści jakie mógł odnieść partner. Dużo rzadziej i w szczególnych okolicznościach szkód jakie mógł odnieść przeciwnik w wyniku błędnego wyciągnięcia wniosków. To jest pole do interpretacji sędziowskiej -jest w tej materii trochę materiałów, wiem bo sam je czytuję, tylko istotne by to nie była nadinterpretacja.
W żadnym razie nie zgodzę się z W.Sz. Oponentem, iż w tym rozdaniu nie mógł zajść przypadek myślenia co bardziej wprowadzi w błąd walet czy 9 karo, w aspekcie ewentualnego późniejszego impasu damy. A dlaczegoż to nie? Od jakiego współczynnika gracz ma patent na myślenie?
Kolega Kazek wysnuł z namysłu i dołożonej 9 karo wniosek o lokalizacji A pik?! Zrobił to na własną odpowiedzialność i wielokrotnie jego zagranie miałoby sens, w tym rozdaniu niestety nie miało. Tyle, że sędzia był w pobliżu.
Coś mało uwagi mój oponent poświęcił w swoim tekście temu co by było gdyby za ręką był 2 lub 3 A pik i trefle podzielone 3-3. Z nic nie znaczącego namysłu wyciągnął by właściwy wniosek, czyż nie tak?? Co wtedy z prawami obrońców do korzystnego zapisu ? O tym piszę tylko na marginesie, bo nie uważam, żeby to miało dla werdyktu znaczenie, ale przynajmniej jest cień szansy na to, że ta krótka "analiza" poprawi Konradowi samopoczucie i nie będzie mi miał tak ogólnie wszystkiego za złe.
Nie mogę absolutnie zgodzić się z poglądem, że decyzje sędziowskie uzależniamy od tego, czy to maksy czy IMP-y, lewa w tą czy w inną. To jest margines problemu. Decyzja sędziowska nieprzemyślana, czy wręcz błędna jest szkodliwa w każdym turnieju, czy podwórkowym czy na Bermuda Bowl. A już zupełnym nieporozumieniem jest próba ograniczania krytyki orzeczeń, co nam się zdarzyło w przeszłości. Sędzia ma prawo się mylić, ważne, żeby czynił to w miarę rzadko, bo w odróżnieniu od piłki nożnej ma nieco więcej czasu na dostrzeżenie, która strona w danym rozdaniu tak naprawdę fauluje. Trochę szkoda, że nie ma żółtych kartek w brydżu (np. jedna żółta kartka - kara maksymalna ?), może warto to przemyśleć?

I jeszcze krótka odpowiedź a'propos pretensji (zarzutów) do mojego już archiwalnego artykułu "Sędzia Kalosz". Artykuł ukazał się w "Świecie Brydża" wraz, z wydaje mi się, dość jednoznacznym komentarzem Sławka Latały, to ja już nie wiem co tam jeszcze można dodać, dla mnie to sprawa zamknięta, a inni mogą pozostać przy własnym zdaniu, mnie to nie wadzi.

Tadeusz Biernat
e-mail: [email protected]


[ wyniki ] [ liga ] [ kalendarz ] [ zarząd ] [ klasyfikacja ] [ teksty ]
[ linki ] [ mecenasi ] [ strona główna]