 |








 |
|
Liga na basenie
Wiem i od razu uprzedzam ewentualne zarzuty. Tytuł jest mało oryginalny
to fakt, myślałem długo ale niestety nie każdy jest w stanie przeprowadzić
tak błyskotliwą analizę słowa jak to szanowny kolega Edek zrobił ze słowem
MORS. Trochę się zasromałem przy pisaniu tego tytułu, ale mam nadzieję,
że litościwi czytelnicy mi wybaczą. Szczęśliwie nie doszło do skutku granie
w brydża w klubie Morsów, ale za to połączenie brydża z basenem pod dachem
udało się znakomicie.
Warunki zupełnie jak w hotelu, ciepło, miło, czysto, widno - nic tylko
grać w brydża albo się rozmnażać. Przeprowadziłem małą ankietę i nie znalazłem
nikogo (mimo, że wielu było bywalców turniejów z Długiej) kto wyraził
by żal, że mecze nie odbywają się tam właśnie z wyjątkiem Uli, która ubrana
była jak na Syberię, gdyż jak stwierdziła, do końca myślała, iż mecze
grane będą u kolegi Edka.
Mało tego bufet był super przygotowany mimo, że prawie w jednym terminie
zwaliła się trzydziestka mocno wygłodzonych brydżystów. Pierogi z mięsem,
które kosztowałem w sobotę były znakomite, barszczyk z uszkami paluszki
lizać. Nie wiem czy nie warto zgłosić ich do Makłowicza. Cóż za nie odkryte
talenty macie w tej Skawinie.
Szczęściarz z Leszka, kierować takim obiektem to sama radość.
I jeszcze jedno. Jak już ktoś został zdjęty z połówki to z miejsca mógł
popływać, rozluźnić, zregenerować się i z nowym zapałem przystąpić do
znoszenia kolejnych kalafiorów ?. Tacy byli, bo widziałem, sam niestety
ze względu na katar nie skorzystałem z możliwości popływania. Wszystkich
do Skawiny zachęcam, w skrócie to taki mini Park Wodny tyle, że jest znacznie
luźniej i nieporównanie taniej.
Graliśmy nie najgorzej, mocny akord na początek - taryfa, później gorzej
- 2 remisy i znowu taryfa, a na koniec mecz na szczycie z Wawelem 2 o
prowadzenie. I powiem, że cały czas graliśmy z lekkim niedowierzaniem,
bo rok wcześniej wszystko co robiliśmy obracało się na naszą niekorzyść.
No... może trochę więcej giga kalafiorów robiliśmy onegdaj. Bo te normalne
zostały w takiej samej ilości. A jednak wyniki znacznie lepsze. Zachodziłem
w głowę co to może być, przecież żadnych ekstra nauk nie pobieraliśmy,
a tu proszę.
Nagle przyszło olśnienie. Ktoś musi wysyłać w naszym kierunku jakieś pozytywne
fluidy. I "zajarzyłem", że to nikt inny tylko kolega Edek G. złożył nam
przecież życzenia zmiany ligi (ciekawskich odsyłam do artykułu SROM (y)
W KRAKOWIE). Domyślam się, że chodziło o zmianę ligi na wyższą, bo przecież
tylko ktoś nieżyczliwy mógłby życzyć "awansu" do niższej, a ten przypadek
tu z pewnością nie zachodzi. Proszę, jak niewiarygodnie może pomóc takie
wstawiennictwo u Opatrzności. Ba, ale w końcu wstawił się za nami nie
byle kto co by nie mówić członek zarządu MZBS i stąd efekty naprawdę
rewelacyjne. Dzięki Ci kolego Edku. Aby nie być gołosłownym, dla zobrazowania
wpływu tych fluidów muszę przytoczyć jedno rozdanie ze strefy szlemowej.
Nasi w zamkniętym zagrali 6 pik i Jacek po starannej rozgrywce skasował
12 lew. W otwartym przeciwnik doszedł do 7 pik ale skasował tylko 7 lew!!!!!
Jak do tego doszło, w końcu to nie częsty przypadek. No to patrzcie na
rozkład.
Licytację z obu stołów pominę, bo oprócz ambitnego kontraktu nic wielkiego
do historii brydża nie wnosi. Mam wrażenie, że rozgrywający przeciwnik
na N po zobaczeniu stołu mocno się "zafierował" jak mawia Staszek Jaros
i tak urodził się piękny kalafior. Wist w trefla zabił asem i ściągnął
dwa razy piki utrzymując się w stole, następnie zagrał K kier zrzucając
z ręki blotkę trefl a kolejnego małego kiera przebił W pik :) Teraz dopiero
zobaczył w swojej ręce A kier, którego wcześniej "zapomniał" odegrać.
Na chwałę moich partnerów Marka i Zbyszka muszę powiedzieć, że do obu
lew kierowych dokładali bez zmrużenia oka, mimo, że były cokolwiek oryginalne,
każdy musi to przyznać. Wezwany sędzia dłuższą chwilę rozwiązywał ten
węzeł gordyjski. Rozgrywający kompletnie już zdemoralizowany (co i nie
dziwne) coś tam poplątał w deklaracji dalszej rozgrywki. Tak więc stanęło:
dwie lewe od sędziego i cztery wzięte po niezbyt celnej deklaracji.
Bez 6 i nikt mi nie wmówi, że mogło się to odbyć bez pozytywnych fluidów
kolegi Edka.
A teraz ostatni mecz na Wawel 2. Podniesieni na duchu taryfą z poprzedniego
meczu, wystawiliśmy skład Sagan i Jachimczyk w otwartym, ja z Bodkiem
w zamkniętym. U nas nic nadzwyczajnego się nie działo, było jak to zwykle
w 3 lidze. My nie poszliśmy w opłacalną obronę końcówki i ja wypuściłem
końcówkę po mało inteligentnym ciągu wistów. "Wrogi" - (Kol. Chłobowski
i Górecki) nie dograły górnej końcówki, coś tam jeszcze popuściły i na
oko wyglądało, że jest koło remisu ze stołu z lekkim wskazaniem na nich,
tak około 5-10 imp.
Wychodzimy i z daleka widać, że "kicha". Marek coś tam tłumaczy, ale jeszcze
trzyma się na nogach. Zbyszek przeleciał koło nas bez słowa. Włosy rozczochrane,
wzrok błędny, oczy zapadnięte, plecy zgarbione - no prosto - wrak człowieka.
Wpadłem w panikę. Kto ma grać 2 połowę?? Zostaliśmy w piątkę (Jacek oglądał
skoki na łonie rodziny), a tu kompletnie zdemoralizowana para. Nie minęło
5 minut schodzi po schodach Zbyszek, zupełnie odmieniony, tryska energią,
optymizmem i rzecze do mnie w te słowa:
- Kapitanie - takiej to wysokiej funkcji dorobiłem się przez lata - kapitanie
już jest OK. Teraz możemy grać nawet na Bala!!
Cóż go tak odmieniło?! Bo chyba nie jeden wypalony papieros?! Musiał co
najmniej 3 naraz wypalić. I jak tu wierzyć poglądom, że tytoń szkodzi!!?
No to siadamy. Zrobiłem bardzo poważne roszady :) Marek ze Zbyszkiem przenieśli
się do zamkniętego, sam za karę siadłem na kornerze, w otwartym Bodek
z Regim. I zaczęło się.
Na dzień dobry piękny, modelowy wręcz przykład współpracy obrońcy i rozgrywającego.
Kto ma chęć to podziwiać - odsyłam do sprawozdania Regiego. Szczerze mówiąc,
przy stole ta współpraca nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia i oddaliłem
się z godnością kibicować innym. Nie bez wpływu na mój odwrót była uwaga
Regiego, że chyba trądzę, zupełnie jak nasz etatowy trąd kolega Plutka.
Wytrzymałem niezbyt długo, po trzech rozdaniach wróciłem, zachęcony przez
Kotła, który przywrócony na łono brydżystów siedział jako kibic w przeciwnym
narożniku.
Zaczęły dziać się rzeczy niesłychane, oglądałem jakby teatr jednego aktora,
gdzie w głównej roli obsadzony był Regi, wspomnę też, że dużą rolę odegrał
jeden z przeciwników.
Nie wiem czy przypadkiem przeciwnicy po pierwszej połówce nadzwyczaj pokojowo
rozegranej przez Marka i Zbyszka i tym pierwszym aktem pięknej współpracy
Bodka, nie poczuli się za pewnie w drugiej połówce :) Bo Zbyszek i Marek
w pierwszej sprawiali wrażenie jakby im z biding boxów zabrano wszystkie
kartki, a już w szczególności czerwone. W drugiej jednak połówce to już
inna bajka inni ludzie.
A może po prostu napłynęły nowe, silne fluidy od życzliwego nam człowieka!?
Płaskie były może 3-4 rozdania.
Tak to było przy stole:
- to pierwsze wypuszczone 3 BA (remisowe)
- jakieś drobiazgi
- wgolony przez Regiego cienki ale górny szlemik popartyjny
- obrona "wroga" za 1100,
- nie zagrany przez "wroga" górny szlemik
- 800 "wroga" do końcówki przedpartyjnej (to rozdanie niżej opiszę)
- obrona za 300 górnego popartyjnego szlemika "wroga"
- jakieś drobiazgi
Te jakieś drobiazgi były głównie dla nas. Chciałbym podkreślić, że nasi
na drugim stole również zagrali bojowo i dobrze.
Nagle i niespodziewanie z 34 po pierwszej połówce zrobiło się +36 i w
VP 22-8.
Oddam przeciwnikom sprawiedliwość, zachowali się ładnie i zanim przeszli
do omawiania tej niezwykle ciekawej połówki we własnym gronie, pogratulowali
nam zwycięstwa. Szeroko uśmiechnięty był Marek Górecki, który po raz kolejny
udowodnił ile naprawdę jest wart. Brakło Go w jednej połówce i proszę.
Teraz opiszę rozdanie zapowiadane wyżej i sami powiedzcie czy jest możliwy
taki kontrakt i wynik bez pozytywnych fluidów!? Tak trzymać Panie Edku.
|
N |
E (Bodek) |
S |
W (Regi) |
|
|
|
pas |
1 |
pas |
1  |
|
pas |
1 NT |
pas |
2 1 |
|
x2 |
pas3 |
2  |
x |
|
pas |
pas |
pas??4 |
|
1-magister
2-chyba naturalna na sztuczną odzywkę
3-pas dopuszczający grę 2 trefl z kontrą
4-wiara w cuda ani chybi
Nie wiem jakim sposobem rozgrywający wziął aż 4 lewy ale i tak 800 poszło
w świat. I to by było na tyle.
Tadek Biernat
e-mail: [email protected]
PS
Podziękowania od siebie i całej drużyny dla kolegi Edka, poszerzę nawet
o życzenia jak najszybszego dokończenia remontu Długiej (skoro materiały
są zgromadzone), tak by obiekt, po tych niewielkich w końcu przeróbkach,
nadawał się do gry nie tylko 3-iej ligi ale i drugiej, a może nawet pierwszej.
W końcu łatwiej się wybrać na kibicowanie Balowi na Długą niż do
Starachowic. Wiem, że to nie będzie łatwe bo minimalne kryteria lokalu
na 1 i 2 ligę są odrobinę wyższe niż na 3-cią, ale przy zaangażowaniu
i chęci wszystko da się zrobić.
My szczerze wysyłać będziemy fluidy, aby udało się ten niezwykle śmiały
plan zrealizować.
Różnimy się nieznacznie z kolegą Edkiem w poglądach na temat niepodważalności
decyzji sędziowskich, widać kończyliśmy inną szkołę życia.
Ale proszę, jak pięknie można się różnić i mimo to tak sobie wzajemnie
dobrze życzyć!!
Co do "Niedźwiedzi polarnych na Długiej" to ze smutkiem muszę zauważyć,
że nie mógłby się żaden taki artykuł ukazać gdyż, co wcześniej już napisałem,
drużyna Dyktatora i Vegi planowała wycofać się w przypadku rozgrywania
tam kotła.
Szczęśliwie Prezes podzielił nasze wątpliwości co do standardu lokalu
na Długiej i przeniósł kocioł do Skawiny. Tu już nie mieliśmy żadnych
wątpliwości.
|
|