 |








 |
|
RĘCE OPADAJĄ!
I lekkie zniechęcenie człowieka ogarnia jak się poczyta takie kawałki
jakie zaserwował nam kolega Mirek Kołton. Mocno wybija się w tekście słowo-retro
"szkalowanie". Sądziłem, że ono zniknęło ze słowników wraz z
odejściem najlepszego z ustrojów, że szkalować można tylko Partię, Sojuszników
albo najlepszy z Ustrojów. Otóż nie, okazuje się, że kilka krytycznych
artykułów o co najmniej wątpliwych decyzjach przy zielonym stoliku, najwyraźniej
podpada pod "szkalowanie". Z przykrością muszę powiedzieć, że
czuję się mocno rozczarowany, wydawało mi się, że ten ustrój i mentalność
z nim związana to już inna epoka, a tu proszę jak to potrafi w ludziach
siedzieć.
Zasadniczo różnimy się poglądami na temat roli i pozycji sędziego oraz
gracza w brydżu, jak również poglądami na temat możliwości dyskusji na
tematy związane z brydżem i to tematy niekoniecznie związane bezpośrednio
z grą czy sędziowaniem, niekiedy też na tematy związane z warunkami gry
i tak ogólnie z całą otoczką brydżową. Czasami mam nieodparte wrażenie,
iż kol. Mirek usiłuje nam wmówić, że sędziowie to jest taka część braci
brydżowej, która po zdaniu egzaminu i otrzymaniu licencji staje się nieomylna
i nie podlega krytyce. Wśród brydżystów jest I liga, II liga, III liga,
A- klasa, a nawet tacy co ledwie odróżniają piki od kierów, a wśród sędziów
jest najwyraźniej tylko i wyłącznie ekstraklasa.
W żadnym razie nie mogę zgodzić się z poglądem, że mówienie o potknięciach,
kiksach, wpadkach niektórych sędziów, podważa autorytet całej "korporacji"
sędziowskiej. Wręcz przeciwnie otwartość i dyskusja pomagają budować ten
autorytet i w całości zgadzam się tu z poglądem Andrzeja Miktusa. Zamiatanie
śmieci pod dywan to kiepska metoda. I nie mówię tego z pozycji wroga,
bo nim nie jestem, tylko z pozycji krytycznego obserwatora i uczestnika
życia brydżowego.
Ustalmy jedno, pozycja sędziego, a pozycja gracza to dwie absolutnie różne
sprawy, różnic jest wiele i widoczne są dla każdego, kto nie zacietrzewia
się i nie obraża tylko stara z pewnym dystansem i w miarę obiektywnie
do tematu podejść, co niniejszym spróbuję uczynić.
Po pierwsze:
Zawodnicy grają w turnieju za własne (ostatnio całkiem niemałe) pieniądze,
sędzia natomiast musi być - co jest naturalne i zrozumiałe dla wszystkich
- opłacony przez organizatora, a zatem otrzymuje pieniądze. Wynikają z
tego faktu daleko idące konsekwencje. Gracz nie musi reprezentować absolutnie
żadnego poziomu, żeby sobie podokładać karty na turnieju, równie dobrze
może pograć Jóźko jak i arcymistrz, byle opłacił wstęp. Sędzia wręcz przeciwnie,
powinien reprezentować w miarę rozsądny poziom wiedzy brydżowej (żeby
choć z grubsza wiedział o co chodzi przy interwencji) ale też musi mieć
pokończone kursy, szkolenia i egzaminy po których otrzymuje licencję PZBS.
Po drugie:
Sędzia, wbrew temu co nam sugeruje M.K. jest oficjalnym przedstawicielem
PZBS na turnieju i to niezależnie od tego czy jest, czy nie jest członkiem
Zarządu Głównego, Okręgowego czy jakiegoś innego, Bocznego. Jest przedstawicielem,
gdyż to związek wystawia mu licencję sędziowską i w pewnym sensie firmuje
jego poczynania, biorąc odpowiedzialność za poziom wiedzy i w mniejszym
stopniu za jego standardy etyczne. I to właśnie do związku kieruje ewentualne
uwagi na temat niesportowej postawy, czy innych "występków"
poszczególnych zawodników.
Po trzecie:
Sędzia podejmując się tego niewdzięcznego zadania jakim jest sędziowanie
turniejów musi zdawać sobie sprawę, że jego działania i decyzje są w znacznie
większym stopniu poddane osądowi niż działania graczy. I mało tego, musi
liczyć się z tym, że stając się w pewnym sensie osobą publiczną - z własnego
zresztą wyboru - podobnie jak polityk w życiu codziennym, jest narażony
na ciągłą ocenę (doprawdy nie szkalowanie) swoich poczynań. W tej sprawie
dużo większą prywatność zachowują gracze - to chyba oczywiste.
I kilka zdań w kategoriach ogólnych. Sędziowie nie są nieomylni, to
tylko ludzie, reprezentują zresztą bardzo różny poziom fachowy, w końcu
z jakiegoś powodu zostały wymyślone komisje odwoławcze tyle, że decyzje
i odwołania do K.O. w czasie lokalnych turniejów to jest zupełnie inna
bajka niż odwołania w meczach ligowych. Najczęściej gracze machają ręką
poprzestając na decyzji sędziego, choć czasami są one kuriozalne. Odwołania
w czasie turnieju to konieczność wyłożenia "kasy" i nerwówka, bo przecież
turnieju się nie zatrzymuje, a następna runda już idzie i z tych nerwów
można znieść kolejne "jajko".
Opisuję takie przypadki, które mnie osobiście wydają się wątpliwe i w
szczególności gdy chodzi o graczy, którzy sami nie są w stanie wyartykułować
swoich racji, a nawet jeśli są w stanie, to łatwiej i zręczniej przedstawiać
je komuś z boku. Z boku łatwiej o obiektywizm. Ważne, żeby Ci omylni (to
chyba nie ulega wątpliwości) sędziowie nie odsądzali od czci i wiary każdego,
kto coś wspomni o ich dokonaniach.
Miło mi, że jestem tak obficie cytowany, szkoda jedynie, że tak jednostronnie,
bo ja znalazłbym w swoich tekstach parę akapitów w których wyraźnie podkreślam
ważną i trudną rolę sędziego, rolę w którą sam nie mam zamiaru się wcielać.
Ale, to zaraz dodam, nie znaczy, żebym nie pisał o niedociągnięciach wybranych
przedstawicieli tego trudnego zawodu.
Wracając na chwilę do korzeni tego ciągu tekstów, pod rozwagę chciałbym
poddać czy słuszne i uczciwe jest publiczne zarzucanie kłamstwa parze
Jaros-Pasich w oparciu o jakieś historyczne, wydumane zaszłości, bez chwili
zastanowienia, czy to może przypadkiem wzywający oponent ma jakieś problemy
ze zbyt częstym zapotrzebowaniem na sędziego. Osobiście jestem przekonany
i zgadzam się tu w całości z poglądem kol. Miktusa, że sędzia ma do takich
działań jedynie drogę wewnątrz związkową. I dopiero po jakimś tam komisyjnym
"wyroku" sprawę można upublicznić. Bo tak, to nasuwa się nieodparte podejrzenie
o jakichś uprzedzeniach czy szykanach. W tym konkretnym przypadku nasz
sędzia wystąpił w sprawie, w której jest stroną, jako Prokurator, Obrońca
i Sędzia - to doprawdy mało ciekawy układ. Ja, od siebie, mogę powiedzieć,
że byłem świadkiem znacznie dziwniejszych akcji w wykonaniu kol. Pasicha
i doprawdy uważam za wysoce obraźliwą sugestię, że do zalicytowania owych,
dość oryginalnych przyznaję, 2 pików potrzebował namysłu partnera.
Raz już cytowałem i zacytuję ponownie, mimo, że dla niektórych to może
być nudne (nie mogę być grubianinem, tyle moich cytatów było, tak na oko
ze 3/4 tekstu kolegi Mirka K.- muszę się jakoś zrewanżować) :
"Gracze w większości nie naruszają przepisów celowo.
Namysły lub wypadnięcia z tempa są w zdecydowanej większości przypadkowe
lub wynikające z rzeczywistej potrzeby. Nie fauluje gracz zmieniający
tempo, a jego partner, który to wykorzystuje. Miejmy tolerancję dla osób
starszych i nie posądzajmy ich o faulowanie w wątpliwych sytuacjach. Osoby
te po prostu potrzebują więcej czasu do namysłu."autor
Mirek Kołton.
Wspomnę na dokładkę, że gramy wieczorem, po całym dniu pracy, że nieraz
trzeba zebrać myśli i popatrzeć w karty po długim namyśle przeciwnika
- mogę jeszcze dorzucić kilka takich argumentów, tylko po co!? Ten cytat,
jakże celny, dla myślącego sędziego jest wystarczającym drogowskazem.
Szkoda, że od sformułowań w tym cytacie do praktyki jest długa i wyboista
droga.
Dodam jeszcze, że wszelkie nietypowe decyzje licytacyjne, brak
bilansu, sfitowania rąk itd. słabszej opozycji na ogół obracają się na
korzyść przeciwnika (jak i tej sprawie), ale jeśli czasami trafi się wręcz
przeciwnie, to całkiem na miejscu byłoby to z godnością przyjąć - to do
tych, którzy czują się nieustannie faulowani (zainteresowani będą wiedzieć
do kogo piję).
I na koniec, "nie chcem, ale muszem" jeden kamyk wrzucić do ogródka.
Wspomniałem kiedyś o mega kalafiorze sędziowskim w Jordanowie, gdzie wyniki
odczytał Krzyś Korosadowicz, bez choćby 5 minut na reklamacje, no i zdarzyło
się, że Bob z Filipem zamiast zająć 1 miejsce zajęli 9 (dwa maksy zostały
zapisane jako zera). Nagrody i splendor poszły w plener. O ile pamiętam
Krzyś miał pomocnika do liczenia wyników. Nie dostrzegłem nigdzie żadnych
wyjaśnień. Najlepiej udawać, że nic się nie stało, bo a nuż obniży się
autorytet?? Czy tak?? Osobiście wierzę, że krótki artykuł jaki poświęciłem
tej sprawie pozwoli w przyszłości uniknąć podobnej wpadki organizacyjnej.
Z pozdrowieniem brydżowym, również dla sędziów {a może w szczególności
dla sędziów - bo w końcu grywam trochę w turniejach i nie chcę być na
z góry straconej pozycji w przypadku interwencji :)}.
Tadeusz Biernat
e-mail: [email protected]
|
|