 |








 |
|
Jeszcze dwa słowa o nowych procedurach.
Każdy kto w miarę uważnie czytał artykuł (z tym, że oczywiście nie jest
to niczyim obowiązkiem, co najlepiej widać po odpowiedzi Mirka), dostrzeże,
że nie domagałem się w tekście zmiany wyniku. Wynik został ustalony na
turnieju i od strony sportowej uważam sprawę za załatwioną. Za stronę
sportową uważam - precyzuję - cały ciąg tzn. grę przy stoliku, wizytę
sędziego i odwołanie do KO.
Moje wątpliwości, których się nie pozbyłem po tekście Mirka, były wynikiem
"nowych procedur". Mirek znalazł jakże piękne porównanie do sędziego piłkarskiego,
który nie lata z żółtą kartką za zawodnikiem po boisku, porównanie pasuje
do sytuacji jak nie przymierzając pięść do nosa. Wszystko fajnie tyle,
że powierzchnia Rotundy ma się tak do boiska piłkarskiego jak chusteczka
do obrusa. Przejście 3 metrów w Rotundzie nie jest chyba nadmiernym wysiłkiem
i nie powoduje spadku koncentracji u sędziego, tym bardziej, że ogólnie
sędzia brydżowy w odróżnieniu od piłkarskiego ma "trochę" mniej ruchu.
Co do przebywania w zasięgu wzroku, to przypomnę, że to było 3 rozdanie,
runda się już właśnie skończyła, wszyscy łącznie z nami poszli sprawdzać
wyniki z poprzedniej, a to, że przeciwnik siedział ciągle przy stole to
jest ich prywatna sprawa, widać przewidywali grę na pierwszym bez zmiany.
Ale nie wszyscy są tacy dobrzy i nie wszyscy mogą grać na pierwszym stole,
bo byłoby tam cokolwiek tłoczno. Ci mniej szczęśliwi muszą sprawdzać gdzie
siadają do następnej rundy. I przyznam, że nie rozumiem gdzie to niby
byliśmy przez następną rundę, skoro cytuję "nie pojawiliśmy się". Wygląda
na to, że z tych nerwów jednej rundy nie graliśmy.
Co do karty konwencyjnej to jest przeogromna słuszność, chyba teraz wszyję
sobie gdzieś z boku (warunki po temu mam) i proszę żadnych skojarzeń sobie
nie życzę ?.
Prawdziwie kolega Mirek rzecze, że sędziuje raz na dwa miesiące - jest
to o tyle niedobrze, że ma strasznie rzadko okazję wprowadzać te nowe
procedury i podnosić autorytet. Słowa "niedobrze" użyłem z myślą, że każdy
sam sobie pod nie podstawi treść która mu odpowiada, a jaką to ja w żadnym
razie nic i nikomu nie próbuję sugerować.
Teraz co do tej intrygującej kolegę Mirka kontry. Wytknięto mi WK 7,0
- bezwzględnie muszę coś sensownego napisać. Ba, ale co dla mnie sensowne
dla innych może być kompletnym banialukiem. Zaryzykuję, zobaczymy co przyszłość
przyniesie. Temat ciekawy, trudno będzie o krótką odpowiedź. Postaram
się, żeby wszyscy poznali mnie jak jestem pokojowo nastawiony do oponentów,
nie tylko przy stoliku brydżowym ale również w tematach sędziowskich.
A więc do dzieła.
Fakt gramy antykontrą, ale:
po pierwsze [primo :) ] - na wiście do ewentualnych 3
BA byłem ja, toteż Regiego w żaden sposób nie mogłem zmylić, a wroga owszem
czyli,
po drugie - mogło to wyrobić w przeciwnikach przekonanie,
że jak nie jeden to drugi trzymanie pik mają, skoro ja nie chcę wistu
pikowego [w końcu mogli nie zauważyć, że to ja wistuję :)]
po trzecie - na grę kolorową mimo antykontry wist pikowy
ze 100% krótkości u Regiego był i tak oczywisty, taki zresztą padł przy
stole (nie kierowy, jak sugeruje w swoim tekście Mirek)
Takie to nieczyste inetncje mną głównie kierowały.
po czwarte - jeśli tego mało to przypomnę, że Regi wytłumaczył
przy stole, iż mam 5+4 ale, że piki są znacznie lepsze od drugiego koloru.
Zatem biorąc pod uwagę duże skomplikowanie spornej licytacji, to dla partnera,
z którym aż tak nietypowej sekwencji nie mieliśmy okazji omawiać (jak
zresztą i wielu innych) mogło to znaczyć MAM PIKI JAK BYKI,
mimo, że normalnie byłaby to antykontra. Z mojego punktu widzenia było
to zresztą całkiem obojętne, gdyż gdyby jednak tak nie zrozumiał - to
odsyłam do punktu pierwszego, drugiego i trzeciego, w których odsłoniłem
moją czarną duszę.
Tadeusz Biernat
e-mail: [email protected]
PS.
Mam nadzieję, że komentarz "kaucję zwraca się po raz ostatni",
był żartem (tu rysuje się jednak cień wątpliwości). Jeśli nie to zostałbym
pozbawiony prawa do korzystania z dobrodziejstwa odwołań do KO, w końcu
nie leżę na "kasie" a Regi też niestety chyba nie.
|
|